top of page

Dzień 1 z Faustyną: Duchowe przyprawy kobiecego serca - Miłosierdzie

  • Beata
  • 8 paź 2025
  • 9 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 9 godzin temu

Zapraszam cię na krótkie spotkania z Faustyną i z naszą Mamą w temacie "Duchowe przyprawy kobiecego serca." W ciągu jednego dnia robisz sobie kilka przystanków na refleksje, modlitwę, herbatę, rozważanie, takie mini rekolekcje tematyczne w domu.


Rano - ziołowa herbatka na dobry dzień, a wieczorem zresztą - też - tyle, że na dobranoc - może ze szczyptą wyciszenia.


W ciągu dnia, kiedy gotujesz, pracujesz, cokolwiek robisz, to niech unosi się zapach danej przyprawy, aby przez cały dzień "rozważać te sprawy w swoim sercu" - pamiętać, by pozostać w temacie miłości i miłosierdzia.


Poniżej link do wyjasnienia, wstępu, zaproszenia.


Duchowe przyprawy kobiecego serca – Dzień 1 mini domowych rekolekcji z Faustyną - Miłosierdzie i list o Kasji/Cassia do ciebie


🌸 Zioło na dziś: Cynamon – przyprawa ciepła i łagodności


Cynamon symbolizuje ciepło, które leczy od środka. Nie działa od razu, ale stopniowo rozgrzewa – przywraca krążenie, pobudza do życia to, co zastygło w chłodzie. Jego zapach koi, a smak budzi jak delikatny dotyk, który mówi: „żyj znowu”.


🌸 Rano: Wejście w dzień


Miłosierdzie z Faustyną rozpoczyna cykl spotkań z polską świętą, której towarzyszy nasza wspólna troskliwa Mama i dzisiaj Kasja/ Cassia. To nie będzie zapowiedziany list do Kasji, ale opowieść z życia Kasji, w angielskiej wersji to Cassia, którą najpierw poznałam.



Powiedz sobie:

„Nie wszystko rozumiem. Ale chcę dziś być miejscem, gdzie ktoś odpocznie.”


Faustyna mówi:

 „Jezu, uczyń serce moje według Serca Twego, cichego i pokornego.” (Dz. #1472)
Łyżeczka pełna mielonego cynamonu na tle kilku lasek cynamonu. Obok przezroczysta miska z przyprawą. Jasne tło.

Cassia od miesięcy była rozczarowana sobą. Pustka i niemoc wypełaniały jej serce i ciało. Snuła się przez każdy dzień jak mgła, która nie wie, czy chce się rozwiać, czy zostać.

Rano wstawała powoli, jakby powietrze było gęste i kleiło się do rąk. Nie spieszyła się. Nie musiała. Światło wpadało przez szparę w zasłonie i kładło się na podłodze jak długi, zimny pasek – ona patrzyła na niego i nie ruszała się przez chwilę, bo ruch wydawał się zbyt wielkim wysiłkiem.


Potem szła do kuchni. Stawiała czajnik. Patrzyła, jak woda się gotuje. Nie myślała o niczym konkretnym – myśli płynęły obok siebie, nie dotykając się, jak liście na wodzie w stawie.


W pracy siadała przy biurku i otwierała laptopa. Palce leżały na klawiaturze, ale nie naciskały. Czasem ktoś pytał „wszystko ok?”, a ona kiwała głową i uśmiechała się tym uśmiechem, który jest jak naklejka – trzyma się, ale nie przykleja naprawdę.


Przerwy spędzała przy oknie. Patrzyła na ludzi pospiesznie idących ulicą – każdy do swojego celu, z teczką w jednej ręce i telefonem w drugiej. Coś ich napędzało, a ona stała nieruchomo i czuła, że jest po drugiej stronie szyby czasu. Nie zazdrościła. Po prostu obserwowała, jakby oglądała film, w którym kiedyś grała główną rolę, a teraz jest widzem.


Po południu wracała do domu tą samą drogą. Zawsze tą samą. Minęła latarnię, skręciła w lewo przy piekarni, minęła psa, który zawsze szczekał o tej samej porze. Wszystko było na swoim miejscu, a ona – jakby nie całkiem na swoim.


Wieczorem siadała na kanapie z kubkiem herbaty, który stygł w rękach. Włączała serial, ale nie oglądała. Dźwięk płynął obok niej jak szum rzeki. Czasem przewijała do przodu, czasem cofała, ale nie pamiętała, o czym był odcinek.


Przed snem leżała w ciemności i patrzyła w sufit. Nie modliła się. Nie planowała jutra. Po prostu leżała i pozwalała, żeby dzień się rozpuszczał – jak tabletka w wodzie, która powoli traci kształt, kolor, a na koniec zostaje tylko mętna ciecz.


I tak snuła się przez każdy dzień – nie walczyła, nie uciekała, nie krzyczała.

Po prostu płynęła. Bardzo cicho. Bardzo wolno. Jak rzeka, która zapomniała, dokąd płynie, ale wciąż płynie.


Weszła do kuchni, aby zaparzyć kawę i ku swemu zdziwieniu zobaczyła dwie piękne kobiety siedzące przy stole. Na jej widok odstawiły filiżanki z aromatyczną herbatą i przywitały Cassię pięknymi, ciepłymi uśmiechami.

Dostrzegła je! Dostrzegła, że się uśmiechają!

Skinęła lekko głową na przywitanie. Pomyślała, że z tego ciągłego bólu serca ma już zwidy i odlatuje w jakieś senne nie wiadomo co. Starsza kobieta podniosła się i przyjaznym gestem ręki zaprosiła ją do stołu. Czekała na nią filiżanka z parującą herbatą. Cassia zapomniała, że miała ochotę na kawę.


Trzy kobiety, Maryja, Faustyna, Kasja-Cassia, jedna trzyma bukiet, dwie piją herbatę. Stół z ciastkami i kwiatami. Jasne wnętrze, ciepła, przyjacielska atmosfera.

- Mam na imię Miriam, a to jest Moja córka, Faustyna. Dziękuję, ci, Cassia, że odważyłaś się zaprosić nas do swojego serca. Czekałyśmy cierpliwie od wielu lat. Właśnie tam, gdzie ci najtrudniej, tam, gdzie jesteś rozczarowana sobą, tam gdzie jest pustka i niemoc. To tam jest miejsce, aby Bóg okazał ci Swoją Moc, Swoje Miłosierdzie.


Cassia nie mogła wydobyć słowa. Wtedy Faustyna wtrąciła:


- Ja też byłam kiedyś zagubiona, serce mówiło jedno, a świat - to, co na zewnątrz - drugie. Nie wiedziałam kogo i czego słuchać. I wtedy dosłownie zabrzmiał we mnie Jego stanowczy głos: "Jak długo jeszcze..." Chyba tego wtedy potrzebowałam, aby w końcu wybrałać. Zaufałam. Wybrałam posłuszeństwo, aby przyjąć łagodność Boga dla samej siebie.


- Tak właśnie działa Miłosierdzie Boże: wnika cicho w najzimniejsze miejsca serca, bo tylko On je zna. Rozgrzewa, aż ból zaczyna mięknąć, a w środku rodzi się pokój. Ty tylko musisz otworzyć swoje serce, choćby małą szczelinkę, przez którą On może oświetlić twoje rany, bo On już odkupił cię Swoimi. - wyszeptała czule Miriam i podniosła filiżankę do ust.


- Miłosierdzie jest jak ciepło, które przenika serce kobiety zranionej w przeszłości. Jest miejscem uzdrowienia! Nie samouzdrowienia czy pustej afirmacji, w którą nie wierzysz. Sama widzisz, że nic nie zmienia się w tobie od tak długiego czasu, że już nie masz siły dalej iść w ten sposób.


Faustyna odstawiła swoją filiżankę z lekkim tapnięciem w talerzyk, żeby obudzić Cassię z zamyślenia i dodała:

- Kiedy spojrzałam na Jego Rany, On czule dotknął moich. Bez osądzania i wymagań spotkał się ze mną tam, w najgłębszej głębi, w miejscach, których już nie chciałam widzieć.


Cassia wiedziała kim były te kobiety. Pozwoliła sobie pójść z tym, co się działo w jej kuchni. Nie miała nic do stracenia, a ta światłość i pokój, które je otaczały, również zaczęły przenikać jej ciało. Sztywność w ramionach zaczęła ją opuszczać.


Odezwała się do Faustyny swoją stałą mantrą:

- Twoje życie było inne niż moje. Nie miałaś tylu problemów, wszystko było dla ciebie prostsze, ty mogłaś... - i tu Faustyna przerwała ten potok słów łagodnym śmiechem:


- Każdy ma tyle, ile może unieść, ile mu potrzeba, ile wydobywa z serca i uzewnętrznia lub jak potocznie słyszysz odzwierciedla. Nie porównuj się. Nie patrz na mnie, swoje koleżanki, nie usprawiedliwiaj się. Posłuchaj uważnie w ciszy serca, w ciszy, a nie w huraganie wymówek. Twoje serce mówi do ciebie. W nim jest wszystko, czego potrzebujesz.


Kiedyś w twoje serce wpadło szkło lodu kłamstwa i zamroziło poznanie prawdy.


Byłaś małą dziewczynką, jak ta w baśni o "królowej śniegu." - kontynuowała Faustyna.


- Twoje serce myśli, a oczy widzą przez pryzmat tego kłamstwa. I myślisz, i wierzysz, że to prawda.


Od lat ta kruszyna lodu zamraża, paraliżuje coraz większe obszary ciebie. Czy nie chcesz się z tego w końcu uwolnić?


Dwie postacie w futrach w jaskini. Jedna dorosła Cassia, druga Kasja - dziecko trzymające światło. Kwitnące kwiaty alpejskie, jasne promienie światła wychodzą z Maryi wyciągającej rękę do pomocy.

- Jasne, że chcę! - oburzyła się Cassia. - Chcę i próbuję i nic! Nic. Nie mam siły, a ty ? Co ty o mnie wiesz? Nie znasz moich problemów, bólu w sercu! - i Cassia obiema rękami objęła swoje serce, żoładek i pochylając się na krześle, wybuchnęła głośnym, przenikliwym płaczem.


Obie kobiety milczały długo. Pozwoliły jej płakać. A kiedy już zabrakło łez, Miriam podeszła i objęła ją delikatnie, ale jakoś tak przenikliwie... i Cassia uspokoiła się.


Usłyszała wyraźnie głos Miriam:

- Przyjdź do Mnie. Przychodź każdego dnia i opowiadaj o tym, co widzisz, co czujesz, a Ja z tobą przejdę do Mojego Jezusa. On Łaską Swojej Miłości roztopi we "wnętrzu serca twego" lody kłamstw, które przyjęłaś za prawadę.


- Kiedy On spotyka się z nami - zaczęła Faustyna z ręką na sercu - nie osądza, nie wymaga. On po prostu jest i leczy Swoją Obecnością. Gdy pozwalamy Mu zbliżyć się do naszych ran, serce zaczyna mięknąć - trzeba Mu pozwolić, trzeba Go najpierw zaprosić, over and over... Wtedy Miłosierdzie, które od Niego otrzymujemy, samo zaczyna przez nas płynąć do innych.


„Szczęśliwa dusza, która wzywa Miłosierdzia Pańskiego; doświadczy tego, co powiedzial Pan, że bronił jej będzie, jako Swej chwały, a któż się ośmieli walczyć z Bogiem?” - kontynuowała.


Jak również tłumaczyła, że brak osobistego doświadczenia relacji z Bogiem budzi wątpliwości, a przecież wiara to jest wiara - nie science/nauka:


„Bardzo się Bogu nie podoba niedowierzanie Jemu i przez to niektóre dusze tracą wiele Łask.”


Dziś, w tym spotkaniu, Faustyna przypominała Cassi, że miłość nie wymaga doskonałości, perfekcyjności, ale totalnego zaufania Bogu - Abba, który daje - bez warunków, bez pytań: "a co dostanę w zamian?" On daje, bo kocha.


Miłość do samej siebie wymaga przyzwolenia na bycie kochaną i obecności – prawdziwej, łagodnej, która zaczyna się tam, gdzie przestajemy siebie oceniać.


Cassia sięgneła po ciasteczko cynamonowe i uśmiechnęła się już bez naklejki.

- To ciasteczko to mały akt miłości dla mnie - wyjaśniła. Wszystkie zaśmiały się głośno. Wiedziały jak Cassia torturowała się dietami.


W taki czy inny sposob, Bóg przysyła nam mądre towarzystwo, by Sam mógł dotknąć naszych serc. To jest akt Miłosierdzia. Kobiety długo jeszcze rozmawiały, a Cassia chętnie przyjęła ich wskazówki - otwarła swoje serce.

🌸 Rytm dnia:


Zauważ, komu dziś możesz okazać łagodność zamiast reakcji impulsywnego wybuchu. Może to jesteś ty sama - Cassia?

Nie musisz nic naprawiać, tłumaczyć się, czy tworzyć sztucznych sytuacji.


Bądź sobą zapatrzoną w Miłosierdzie Łagodności. Wystarczy, że jesteś z kimś lub ze sobą - ciepła i świadoma, że Jezus ogrzewa twoje serce. Więc masz z czego zaczerpnąć, by dawać. Tylko o tym pamiętaj.


Nie dajesz z siebie, ale od Niego. Wtedy miłość nie boli, nie wątpi, nie pyta "dlaczego."


🌸 Ćwiczenie – Mały akt miłosierdzia:


Wybierz jedną osobę, z którą jest ci trudno.


Zrób dziś dla niej coś dobrego – choćby tylko pomódl się za nią jednym zdaniem.

Albo podaj swój ulubiony kubek herbaty z domieszką cynamonu.


Stwórz taki cynamonowy dzień - ciepły twoim uśmiechem, który jest odbiciem Jego uśmiechu, bo ty już wiesz, że może być inaczej, że może być P R A W D Z I W I E.


A jak masz czas, to upiecz Hildegardowe ciasteczka z cynamonem na ukojenie duszy. Oczywiście, dostosuj wszystko do swojej sytuacji.


Zapisz, jak się po tym czujesz. Możesz również w komentarzach opisać, jak wyszły twoje ciasteczka, bo mnie nie wychodziły najlepiej, może byłam za mało łagodna i uśmiechnięta, a tak chciałam, żeby za wszelką cenę były wyjątkowe i ... przedobrzyłam.


Cytaty z Dzienniczka (F. #598 i #595 )


Miłosierdzie przypomina cynamon — przyprawę, która rozgrzewa wnętrze i uspakaja duszę.


🌸 Wieczorna medytacja – cynamonowy sens:


Miłosierdzie jest cichą, łagodną siłą, która przywraca życie.

Faustyna wiedziała, że Jezus nie mówi: „Bądź doskonała”, tylko: „Bądź czuła”.

Miłosierdzie to czułość wobec siebie, która zaczyna się wtedy, gdy nie dajesz rady.

„Serce Moje jest miłosierdziem samym … Wszelka nędza tonie w Moim Miłosierdziu, a wszelka łaska tryska z tego źródła.” (Dz. # 1777)

Miłosierdzie Boże jest jak ciepło, które przychodzi, gdy Mu na to pozwolisz.

Faustyna rozumiała to głębiej niż wielu świętych. Nie dlatego, że była silna, ale dlatego, że znała swoją słabość – i tam spotkała Miłosiernego Jezusa.


Dziś uczysz się tej samej drogi. Nie poprzez wielkie czyny, ale przez łagodność wobec siebie i drugiego człowieka. Przez czułość, która nie musi rozumieć wszystkiego, ale ufa jak Faustyna. Chyba ta jej czułość zdumiewa mnie najbardziej i zachwyca pięknem i jednocześnie prostotą. Często pytam się, skąd ona to ma?


Kiedy wieczorem unosi się zapach cynamonu, w powietrzu zostaje coś więcej niż tylko aromat - zostaje poczucie ciepła i bezpieczeństwa. Jakby świat na chwilę zwalniał, a ciało mogło odetchnąć po całym dniu. W takim spokoju łatwiej powiedzieć:

„Jezu, ufam Tobie.”


Zaproś Jezusa tam, gdzie boisz się, że nie jesteś wystarczająco dobra. Bo właśnie tam On odpoczywa – i daje ci nowe imię.


Możesz zamknąć oczy, poczuć jak dłonie obejmujące kubek z rumiankową herbatą ze szczyptą cynamonu rozgrzewają się stopniowo i to ciepło płynie przez całe ciało i duszę.

Pozwól, by ten prosty gest otulił cię jak modlitwa. Nie analizuj, nic już nie planuj, nie naprawiaj - po prostu bądź obecna, delektuj się tym, co przekazują ci zmysły, bo cynamon przypomina, że Bóg działa delikatnie, od środka, a ufność dojrzewa, gdy serce odpoczywa w Jego obecności - gdy pozwalasz Mu być blisko - także w ciszy wieczoru.



Herbata rumiankowa z anyżem, cynamonem, goździkami i rumiankiem na białym tle. Przyjemny, ziołowy nastrój.

🌸 Modlitwa na noc:

„Dopomóż mi, Panie … aby serce moje było miłosierne, bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich … i niech odpocznie miłosierdzie Twoje we mnie.” (Dz. 163)

Jezu Miłosierny, Ty znasz moje poranione miejsca, rozświetlaj je Sobą. Wlej we mnie łagodność. Pokaż mi, że jestem wystarczająco dobra, by kochać nawet wtedy, gdy nie jestem idealna. Kochaj przeze mnie.

„Pan jest czuły i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.” (Ps 145,8)

Dziękuję Ci, że jesteś właśnie taki wobec mnie. Dziękuję za ten czas z Tobą, za Twoją obecność i światło. Chcę być tak, jak Ty, cicha i pokorna. Jezu, ufam Tobie. ♥️ Amen.





🌿🌸 Jeśli poruszyła Cię ta cynamonowa droga - Miłosiedzie z Faustyną – podziel się wpisem z inną kobietą. Niech miłosierdzie zapali kolejne serca.




Komentarze


© 2025 przez theblessedword. Dumnie stworzony z Wix.com

bottom of page