top of page

Rozdział 12 - Adwentowa droga do Domu Chleba: Zaskakujące spotkanie

Zdjęcie autora: BE
BE
16 sty
6 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 7 dni temu

Adwentowa droga do Domu Chleba


Czy wiesz, co robiły i jak bawiły się dzieci w czasach Pana Jezusa?

Od najmłodszych lat były częścią życia całej rodziny. Pomagały w codziennych obowiązkach, obserwowały dorosłych i uczyły się przez naśladowanie - nic nowego, prawda? Tylko, kiedy były potrzebne, aby pomóc - po prostu zakasywały rękawy i brały się do pracy.


Ale przecież dzieci pozostawały dziećmi. Kiedy miały chwilę dla siebie, bawiły się, wymyślały własne zabawy i znajdowały radość w tym, co miały wokół siebie. Słuchanie było wtedy bardzo ważną częścią nauki. Dzieci od najmłodszych lat spędzały dużo czasu z dorosłymi - rodzicami, dziadkami, sąsiadami i starszym rodzeństwem. Słuchały ich opowieści, rozmów, modlitw i nauk, ucząc się zapamiętywać to, co usłyszały.


W ten sposób rozwijały nie tylko pamięć, ale także umiejętność słuchania i rozumienia ze słuchu. Były przyzwyczajone do tego, że ważne rzeczy trzeba po prostu uważnie usłyszeć, zapamiętać i przekazać dalej.


Dlatego kiedy Miriam opowiada dzieciom historię, Marcel i Gabi robią coś, co dzieci w tamtych czasach znały bardzo dobrze: siadają i słuchają.


Zaskakujące spotkanie


Pamiętasz? Wczoraj nasi podróżni zatrzymali się w Galilei, gdzie odpoczęli po kolejnym dniu drogi. Galilea to północna część ziemi Izraela - piękna, zielona kraina z jeziorami, wzgórzami, polami i małymi wioskami. To właśnie tutaj znajdował się Nazaret, dom Miriam i Józefa, i to tędy prowadziła ich droga w stronę Betlejem w ziemi judzkiej.

Budzimy się razem z nimi o wczesnym poranku.


Marcel już pomaga Józefowi rozpalić ogień. Józef nauczył go odpowiednio układać gałązki i pocierać krzesiwo, aby szybko się zaiskrzyło. Gabi uważnie przygląda się ich czynnościom, zawsze chętna, by szybko usłużyć i też coś zrobić, bo to taka nowa zabawa - całkiem ciekawa. Nie mogła się również doczekać, kiedy Józef i jej pozwoli rozpalić krzesiwo. Na razie je tylko trzymała w malutkich dłoniach.


Za to, kiedy ogień był gotowy, wlewała wodę do garnka i wsypywała ziarna, które Józef trzymał w woreczku.


Rustykalna martwa natura: gliniany dzban, siemię lniane na lnie i niebieskie kwiaty na drewnianym stole - Gabi wsypywała ziarna do garnka z wodą na poranny napój.

Dosypywała pokruszone gałązki tymianku lub oregano lub inne zioła, które zbierała po drodze.



Szybko uczyła się rozpoznawać je po kształcie i zapachu. A ty znasz jakieś zioła? Potrafisz je rozpoznać na zdjęciach? Jakie są twoje ulubione? Chcesz sama zaparzyć taki miętowy albo inny napar?


Dzisiaj Gabi też jest cała szczęśliwa, że może czymś usłużyć innym. Jest w trakcie zaparzania herbaty - zgadnij, jakiej?


Józef zagotował wodę na ogniu, a ona dosypała do niej uzbierane koło szopy gałązki ziół. Przykryła garnek grubą lnianą ściereczką i czekała, aż napar będzie gotowy. Rozlewała go potem do kubków, z których wcześniej pili to dziwne mleko nie od krowy. Oczywiście, kubki były umyte!


Trzy osoby przy ognisku, mężczyzna rozpala ogień, dziecko trzyma kubek, dziewczynka dodaje zioła do kociołka. Przytulna atmosfera.

Marcel porządnie te kubki wyszorował piaskiem w pobliskim strumieniu i równie porządnie je wypłukał. Gabi nalewała swój specjał specjalną drewnianą chochelką nie-chochelką. Do każdego kubeczka dołożyła po odrobinie miodu, który znalazła w glinianym naczyniu pod przykryciem. Ta herbatka to wspomnienie jej domu. Marzyła, że jak ją wypije, to cudownie znajdzie się w ramionach swojej mamy. Nigdy za nią nie tęskniła tak bardzo jak teraz!


Tymczasem niespodziewanie pojawili się w drzwiach  gospodarze z wielkiej zagrody po północnej stronie góry. Miriam i Józef nawet nie wiedzieli, że to oni, bo tylko przelotnie ujrzeli twarz niegościnnego gospodarza. Kiedy jego żona dowiedziała się o braku gościnności męża, bardzo się przejęła jego zachowaniem.


W tamtych czasach gościnność była czymś więcej niż uprzejmym gestem - była ważnym obowiązkiem wobec przybysza i podróżnego. Podanie wody, kawałka chleba czy zapewnienie miejsca na odpoczynek było oznaką szacunku, a odmówienie gościny mogło być odebrane jako poważny brak honoru.


Nic dziwnego, że do dziś znamy powiedzenie „Gość w dom, Bóg w dom”. Choć czasy się zmieniły, pamięć o tym ważnym i dobrym nakazie-tradycji pozostała w naszej kulturze do dziś.


Jeszcze tego samego wieczoru kobieta przybiegła sama do szopy, ale nie śmiała pokazać się na oczy tak pięknej i dostojnej Pani. Pokręciła się wokoło, posłuchała, popatrzyła przez szpary i wróciła smutna do domu. Myśli tak ją przygniatały, że nie miała miejsca w sercu na strach przed ciemnościami i dzikimi zwierzętami w dolinie. Przebiegła w obie strony szybciej niż w dwie godziny, oświetlając drogę oliwną lampką. Dobrze, że starczyło jej oliwy.


Kobieta w szalu z lampą oliwną w nocy idzie w stronę drewnianej chaty, podkreślona ciepłym, nastrojowym światłem na tle ciemnego lasu.

Pasterze o świcie pojawili się w gospodarstwie, aby napoić owce przy studni. Opowiadali z zachwytem o niezwykłości Miriam i pobożności Józefa. Więc gospodyni zebrała całą swoją odwagę i rodzinę i rano wyruszyła do szopy. Przeprosiła Miriam i Józefa za zachowanie męża, który też okazał skruchę za swoją niuprzejmość. Szczerze z serca żałowali tego, co zrobił jej mąż. Gospodyni, wzruszona uprzejmością Miriam i Józefa, zapraszała ich do siebie.


Grupa ludzi wokół chaty; pochodnia oświetla siedzącą kobietę. Wieczorny krajobraz, spokojna atmosfera, dominują brązy i błękity.

Musieli odmówić, przecież byli w drodze do Betlejem i nie mieli potrzeby zawracać.

Maryja przygarnęła do siebie dwójkę dzieci, które gospodarze przyprowadzili ze sobą i opowiadała im o mającym wkrótce narodzić się Zbawicielu świata, na którego czekał cały Izrael. Gabi i Marcel również słuchali z uwagą.

Opowieść Miriam

"W małym domku na skraju wsi mieszkała rodzina. Dom był prosty, ale zawsze panował w nim spokój i ciepło. Przed domem rosło stare drzewo oliwne, a wokół niego rozciągała się pachnąca ziołami ziemia. Każdy poranek witali z wdzięcznością, ciesząc się tym, co przynosił kolejny dzień.

Pewnego ranka dzieci zauważyły pod drzewem małego ptaka ze złamanym skrzydłem. Chciały natychmiast wziąć go do domu, ale ich matka powstrzymała je pospiesznie. Zastanowiła się przez chwilę, uśmiechnęła się i powiedziała łagodnie:


- Nie zabierajcie ptaszka od jego matki, bo ona najlepiej wie, jak się nim opiekować. Czasem najżyczliwsza pomoc to po prostu podanie jedzenia, wody lub przygotowanie bezpiecznego miejsca w pobliżu. To, co robimy z miłością, naprawdę ma największe znaczenie.


- I tak dzieci zaopiekowały się ptakiem, ale zostawiły go blisko gniazda. Karmiły go przez jakiś czas, obserwując, jak jego mama latała nad nim, wydając smutne piski. Widziały też, jak przynosiła mu jakieś muszki i robaczki. Pewnego dnia ujrzały, jak mały ptaszek uniósł się w powietrze. Cieszyły się bardzo.


- W każdym akcie miłości, aby był mądry i skuteczny, pytajcie najpierw Boga o światło, nawet krótkim zamyśleniem skierowanym w sercu do Niego. Wtedy On napełni wasze umysły Swoją Mądrością i uczynki wasze będą przemieniały wasze serca i serca tych, którym wyświadczacie dobro."


Dzieci doglądają ptaka pod drzewem z gniazdem. Kobieta stoi przy kamiennej chacie w tle. Sielankowa scena w naturalnych barwach.

Dzieci otworzyły buzie ze zdumienia i zamarły na chwilę, poruszone mądrością słów pięknej Pani. Potem cała czwórka pobiegła razem w kierunku pobliskich drzew. Czyżby w poszukiwaniu ptaków potrzebujących pomocy?


Nadeszło południe. Po serdecznej wymianie uprzejmości Miriam i Józef wyruszyli w dalszą drogę. Był to krótszy dzień podróży.


Udali się do wskazanej gospody, aby wygodniej odpocząć po tej górskiej wędrówce. Niestety, wszystkie miejsca były zajęte przez podróżnych. Właściciele, wzruszeni widokiem Miriam, przygotowali im miejsce na nocleg w pobliskiej szopie i ugościli serdecznie, jak tylko mogli najlepiej. Wokół gospody rozciągały się sady owocowe i oliwne, ogrody warzywne; stało kilka innych domostw otoczonych drzewami balsamowymi.


Nasza czwórka została w tej szopie przy gospodzie na noc i na następny dzień, bo akurat wypadł szabat - dzień świętego odpoczynku, więc nie mogli podróżować. Co robili i jak wyglądał ich czas w tym miejscu? Przejdź do następnego rozdziału Adwentowej drogi do Domu Chleba:


Przez wieki psalmy towarzyszyły ludziom w każdej podróży: w pieszych wyprawach, w ucieczkach przed niebezpieczeństwem, w powrotach do bliskich, w bezsennych nocach na poboczu. Śpiewały je rodziny w drodze, pielgrzymi, wygnańcy, wszyscy ci, którzy nie mieli już dostępu do ołtarza – tylko drogę przed sobą.


Modlitwa psalmami w drodze oznacza: wziąć Słowo Boże ze sobą tam, gdzie akurat jesteśmy. Pozwolić Mu iść razem z nami, nie czekać na „lepszy moment”, na świątynię, na ciszę, ale pozwolić Mu być blisko właśnie teraz, na tej konkretnej ścieżce.


Może dzisiaj powtarzaj z dziećmi Psalm 84, 4:

„Nawet wróbel znajduje sobie dom, a jaskółka gniazdo, gdzie złoży swe pisklęta: przy Twoich ołtarzach, Panie Zastępów, mój Królu i mój Boże.”

Ptaki przy kamiennym gnieździe na tle cytatu z Psalmu 84,4 o domu i gnieździe.

Kontynuuj podróż: Jeśli zapomniałeś, co wydarzyło się w poprzednim rozdziale, wróć na chwilę na drogę.


Prefer to read in English? You can find the English version here:



🌿Pozdrowienia z podróży

Na koniec dnia Marcel wyjął swój notatnik i zapisał:

GOŚCINNOŚĆ

 הַכְנָסַת אוֹרְחִים (hachnasat orchim)


Dosłownie: „przyjmowanie gości” / „wprowadzanie podróżnych”. - Hebrajski


To tradycyjne żydowskie określenie gościnności. Łączy się z ideą otwarcia domu dla przybysza, nakarmienia go i zapewnienia mu odpoczynku.


🏠 Dom – czy potrafię zrobić miejsce dla drugiego?

🍞 Stół – czym mogę się podzielić?

🤍 Serce – czy przyjmuję innych bez oceniania?

🕯️ Światło – czy moja obecność daje komuś poczucie, że jest mile widziany?

👣 Droga – pamiętam, że sama jestem pielgrzymem i również potrzebuję, aby ktoś mnie przyjął.


Grecki NT - φιλοξενία (philoxenia)

To słowo oznacza gościnność, ale jego budowa jest niezwykle piękna:

  • philos (φίλος) - przyjaciel, ktoś umiłowany

  • xenos (ξένος) - obcy, cudzoziemiec, przybysz

Czyli philoxenia można dosłownie odczytać jako „miłość do obcego” albo „życzliwe przyjęcie przybysza”.


English - hospitality 

Angielskie hospitality pochodzi od łacińskiego hospes - „gospodarz, gość, przybysz”, a także hospitalitas - „gościnność”.

Co ciekawe, łacińskie hospes może oznaczać zarówno tego, kto przyjmuje, jak i tego, kto jest przyjmowany. W samej etymologii spotykają się więc gospodarz i gość.


W Biblii ważne jest również słowo גֵּר (ger) - „przybysz, cudzoziemiec, obcy mieszkający pośród ludu”. Prawo Izraela wielokrotnie nakazuje traktować ger z troską i szacunkiem.


💕Bóg przychodzi jako Gość, którego trzeba rozpoznać i dla którego trzeba przygotować miejsce - "Gość w dom - Bóg w dom."


🌟 Pytanie dla małego pielgrzyma:

Gdyby dziś ktoś zapukał do twoich drzwi, co mógłbyś zrobić, aby poczuł się u ciebie jak u siebie?


💕Adwent przypomina mi, że Bóg również puka do drzwi mojego serca. Czy jest w nim dla Niego miejsce?


Komentarze


Join The Blessed Word Journey: 

More than words - it's the path of life. Follow along and stay inspired!

  • Facebook
  • Instagram
  • Pinterest

© 2026 przez theblessedword. Dumnie stworzony z Wix.com

bottom of page