top of page

Rozdział 23 – Adwentowa droga do Domu Chleba: Co wydarzyło się w grocie betlejemskiej?

  • Beata
  • 6 dni temu
  • 3 minut(y) czytania

W grocie betlejemskiej - Adwentowa droga do Domu Chleba


Przez nierówną, krętą drogę, wzdłuż zapadłych murów, rowów i wałów miasta, weszli na zadrzewiony pagórek. Ostatnie domy zostały daleko w tyle.


Stanęli przed grotą pasterzy. Wyglądała raczej jak ruiny starego domu pokryte gruzami, które porosła trawa i dzikie krzaczki tworząc pagórek w pagórku.  Sklepienie przy wejściu podpierały dwa drewniane słupy.


Józef otworzył lekkie, splecione z gałęzi drzwi osłaniające niskie wejście. Grota składała się z kilku niekształtnych części na różnych wysokościach. Podłoga, którą nazywano klepisko, bo uklepana była z gliny i wapiennych kamieni, sama w sobie nierówna, pokryta była słomą, sianem i śmieciami różnego rodzaju. W końcu było to miejsce postoju pasterzy i zwierząt, schronienie przed nocą i deszczem. W głębi, przy żłobie stał tylko wół rzujący siano. Józef powiesił na ścianie zapaloną lampkę i wyszedł na zewnąrz.


- Ostrożnie, Miriam. Pomogę Ci, bo wejście jest wąskie, a klepisko  nierówne. Zajmę się wszystkim, żebyś mogła odpocząć. Może jutro znajdę miejsce w jakimś domu. Na razie lepsze to niż gołe niebo. -


Józef zaczął porządkować wnętrze. Z pomocą dzieci pozgarniał sitowie i słomę. Osiołek stanął przy żłobie koło wołu. Wygłodniały kłapouch chętnie zaczął zajadać siano. Gabi za wszelką cenę chciała mu w tym pomóc podając wiązki siana. Kiedy Miriam podeszła, aby pogłaskać woła i ogrzać w ten sposób zmarznięte ręce, Gabi ostrożnie zaczęła ją naśladować. Wół tylko parsknął, ale spojrzał na nie łagodnie. Mimo to dziewczynka na chwilę odskoczyła, bo nigdy nie widziała takiego zwierza, nie mówiąc o głaskaniu.


Na warstwach słomy Józef rozłożył maty, które znaleźli w grocie. Marcel nadal pomagał Józefowi jak tylko mógł najlepiej, aby ten bałagan jakoś ogarnąć.


Józef szybko poszedł do pobliskiego strumyka po wodę, a potem jeszcze pobiegł do miasta po owoce i więcej chrustu. Przyniósł też w puszce z uchwytem żarzące się węgle.

Marcel tymczasem pozbierał w grocie pozostawione gałązki i ułożył je tak, jak go nauczył Józef. Przygotował ognisko niedaleko wejścia do groty. Kiedy Józef powrócił, razem rozpalili ognień. Tym razem nie użyli hubki i krzesiwa tylko te żarzące się węgielki.


Mężczyzna i chłopiec przy ognisku w stajni, osły w tle. Ciepłe oświetlenie, brunatne szaty, spokojna i ciepła atmosfera.


Ponieważ było zimno i wilgotno, na te gałązkowe drzwi Józef zarzucil płachtę, którą znaleźli w szopie. Potem, razem z Marcelem ogrzewali, a raczej podsuszali na ognisku wiązki siana, aby z nich zrobić posłanie do spania.



Rodzina w jaskini wokół ogniska, kobieta z dziećmi odpoczywa, mężczyzna trzyma imbryk. W tle latarnie, osioł, gwiaździste niebo. Ciepła atmosfera.


Józef również przygotowal kolację dla wszystkich: chleb z serem, suszone figi, daktyle i zimowe jabłka. Dzieci tylko powtarzały modlitwy i nic więcej nie chciało im się mówić. Wieczór był wyjątkowo cichy, jak w kolędzie.


Przez kilka otworów w suficie gwiazdy zaglądały do środka, a księżyc wznosił się wyżej i wyżej.


Miriam położyla się na posłaniu w głębi groty, a dzieci z Józefem u wylotu. W tej surowej prostocie i biedzie, z dala od hałasu miasta,  mogli choć trochę odpocząć po długiej drodze i wszystkich formalnościach spisu.


Zarówno Miriam, jak i Józef, każde osobno, nucili Psalm 131, najkrótszy ze wszystkich psalmów, taki cichy i kontemplacyjny.


"Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym, co wielkie, albo, co przerasta moje siły. Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę - tak we mnie jest moja dusza. Izraelu, złóż w Panu nadzieję odtąd i aż na wieki!"

W ciszy groty, z dala od wygody i poczucia bezpieczeństwa, zaczyna odsłaniać się prawdziwy sens oczekiwania. Ubóstwo staje się schronieniem, a prostota - wystarczająca. To Adwentowa droga do Domu Chleba, gdzie Bóg wybiera bliskość zamiast wielkości, a obecność zamiast zabezpieczeń.


Psalmy od wieków towarzyszą ludziom w wędrówkach, ucieczkach, powrotach, nocach spędzanych „na uboczu”. Były modlitwą pielgrzymów, rodzin, wygnańców i tych, którzy nie mieli świątyni - tylko drogę.


Modlitwa w drodze psalmami polega na pozwoleniu, by Słowo Boga kroczyło z nami dokładnie tam, gdzie jesteśmy. Dzisiaj, w ciszy zimowej nocy, odpocznij chwilę rozważając sens nadchodzących świąt. Może schowaj się gdzieś, aby nucuć kilka razy Psalm 131 - aż wsiąknie w twoje serce, jak masa w biszkopt świątecznego ciasta.



Prefer to read in English? You can find the English version here:






Komentarze


© 2025 przez theblessedword. Dumnie stworzony z Wix.com

bottom of page