Rozdział 24 – Adwentowa droga do Domu Chleba: Cud nocy w grocie betlejemskiej
- Beata
- 5 dni temu
- 5 minut(y) czytania
Cud nocy w grocie betlejemskiej - Adwentowa droga do Domu Chleba
Jest cicha gwieździsta noc zimowa. Nie szczekają psy, ani nie słychąć nocnych zwierząt czy ptaków. Cisza. Wyjątkowa cisza. Judea pogrążona jest we śnie i chłodzie. Każdy w swoim jakimś tam miejscu znalazł schronienie. A my wracamy do groty z „drzwiami” osłoniętymi jakąś płachtą, na którą Józef zarzucił nawet swój płaszcz. Pilnuje tlącego się delikatnie ognia dokładając co jakiś czas gałązki i ogrzewa zmarznięte ręce i nogi. Siedzi na jakimś stołku z lewej strony wejścia, plecami do Miriam. Czuwa, pogrążony w modlitwie. Oczywiście, że się niepokoi o Miriam. Jest mu niesamowicie przykro i smutno, że w takich warunkach jego Oblubienica musi spędzić noc w Betlejem – domu chleba!
Gabi i Marcel niedaleko Józefa śpią smacznie na grubej warstwie siana, które same wysuszyły. Józef okrył je wełnianym kocem. Wół i osioł, które siedzą blisko, ale oddzielają dzieci i Józefa od Miriam, grzeją powietrze swoimi ciałami i oddechem. Józef zapada w drzemkę umęczony bardziej sprawami w Betlejem niż fizycznie. Drzemie też ogień i jedyne światło oświtlające grotę – jaskinię, bo nawet nie szopę to błyszczące gwiazdy i księżyc, który wznosi się coraz wyżej i zagląda odważniej do środka. Co widzi, kiedy jego promienie padły na Miriam?
Miriam już podniosła się ze Swojego posłania. Z dobrotliwym uśmiechem spojrzała na śpiących. Usiadła na sianie, a potem uklękła. Wyciągnęła do przodu ramiona, jakby chciała coś ofiarować. Poźniej pochyliła się w głebokim pokłonie i tak modliła się długo. Józef podniósł głowę i odwrócił się w Jej stronę.
- Potrzebujesz czegoś, Miriam? Zimno Ci? Spać nie możesz? –
- Nie, Józefie. Wszystko dobrze, modlę się? –
- A nie jesteś zmęczona, może spróbuj zasnąć. –
- Nie Józefie. Modlitwa Mnie nie męczy. Nie martw się, odpoczywaj. –
Józef uklęknął koło ognia, zakrył twarz dłońmi i pochylony też pogrążył się w modlitwie.
Jakież inne myśli mogą przyjść do głowy, kiedy Światłość Boża ogarnia Najpiękniejszą z najpiękniejszych. Niezgłębione są tajemnice Boże. To czas największego cudu! To czas narodzenia Boga jako człowieka! Czy może to być zwykły, przeciętny sposób, jak narodzenie zwykłego człowieka? Któż odważy się poddawać w wątpliwość cud i wielkość tej nocy, Miriam – Matki Boga-Człowieka? Któż?
Tylko aniołowie towarzyszyli Miriam i byli świadkami tego wydarzenia. Nawet Józef nie widział tego momentu. To nie była zwykła wiejska dziewczyna z Nazaretu! Ten, kto tak twierdzi – kłamie!
To Niepokalane Poczęcie – imię, które sama wieki poźniej objawiła – dała ziemskie życie Jezusowi, który jak cudownie został poczęty przez Ducha Świętego, tak też cudownie przyszedł na ten świat poprzez kobietę, Matmę, która była bez grzechu pierworodnego – jak Ewa w raju.
To już nie promienie księżyca, które ogarnęły Jej postać! To Światłość Boska promieniuje z Niej całej wokoło.
Czas się zatrzymał. I gwiazdy, i księżyc westchnęły w zachwycie nad blaskiem Cudu, który przyszedł na ziemię. Przyszedł do wszystkich, do mnie i do ciebie, do Gabi i Marcela... do wszystkich!
Kto zechce Go przyjąć?
Niezwykła światłość obudziła zwierzęta i Józefa, który nie wie co robić, jak okazać szacunek, jak powitać po ludzku swego Stwórcę.
- Podejdź do Nas, Józefie. – zaprasza Miriam. Ale Józef jest zbyt wzruszony, aby zrobić krok w Jej kierunku. Jej majestat rozlewa się Mocą i łagodnym uśmiechem po całym pomieszczeniu. Drżącym krokiem, powoli Józef podchodzi do Miriam i Dzieciątka. Modlą się oboje ofiarjąc Jezusa Bogu Ojcu.
- Oto jestem, by pełnić Twoją wolę... „Zajaśniał nam dzień święty, pójdźcie narody, oddajcie pokłon Panu, bo wielka światłość zstąpiła dzisiaj na ziemię.” – zaintonowała Miriam.
- Panie, oto ja – chcę wypełniać Twoją wolę. Niech każda moja droga, każdy mój krok będzie z miłości do Ciebie i dla Twojej chwały. Prowadź mnie, jak prowadziłeś Dawida i proroków, aby serce moje było zawsze przy Tobie. – kontynuował Józef.
Potem Miriam podała mu Dzieciątko.
- Ja? Mnie?... Ja nie jestem godzien.. – w całej pokorze i sprwawiedliwości Józef walczył z ludzkimi emocjami. W końcu posłuchał Miriam i przytulił Je do serca wybuchając płaczem. Ucałował Jego nóżki, a Miriam wyjęła z kuferka pieluszki i owinęła nimi Swego Synka.
W tym momencie Gabi podniosła się na posłaniu i przetarła oczy. Znieruchomiała z wrażenia. Mogła zobaczyć całe przeobrażenie groty w tej niezwykłej światłości. Nie wiedziała jak zareagować. Z jednej strony chciała podbiec do świętych małżonków, z drugiej coś ją onieśmielało. Zaczęła ręką potrzasać Marcela, aby się obudził. Równocześnie nie odrywała oczu od tego, co ją otaczało. Był środek nocy i Marcel miał ochotę przekręcić się na drugi bok i naciągnąć na siebie wełniany pled, kiedy uchylił sennie oko i ... podskoczył na równe nogi.
- Co to? ... Gdzie jesteśmy? Kto to? Skąd to światło tak pulsuje i co to za miejsce teraz... – ale nic nie powiedział. Słowa ugrzęzły mu w gardle. Oniemiał z wrażenia, jak Zachariasz na widok anioła w świątyni. Pozwolił Gabi zlapać sie za dłoń i oboje, jakoś tak z automatu ukleknęli i złożyli głęboki pokłon Dzieciątku. Z tej ekstazy zachwytu i szcunku wyrwał ich delikatny głos Miriam, która kładła Dzieciątko do żłobka z sianem okrytego zagrzaną na ognisku chustą.
- Chodzcie tu bliżej, przywitajcie się z waszym Zbawicielem. Maleństwo jednak płakało, więc Miriam z powrotem wzięła Je na ręce i przytuliła do serca i zasłoniła swoim welonem. Dzieci nieśmiało zbliżyły się do Niej. W Gabi odezwała się mała kobietka i miała taką wielką ochotę wziąć Maleństwo na kolana i utulić, ale nie śmiała nic powiedzieć. Miriam zapytała:
- Chcesz Go dotknąć?
Gabi skinęła głową nie odrywając od Niego wzroku.
- Pogłaskaj Go delikatnie i ucałuj. – zezwoliła Miriam.
Gabi pochyliła się i jak Józef pocałowała nóżkę Dzieciątka. Potem pogłaskała delikanie rączkę. Marcel przyglądał się uważnie tej scenie jakby z dystansu. Kiedy Miriam skinęła łagodnie do niego szybko znałazł się obok i zrobił dokładnie to, co Gabi. Uśmiechnął się od ucha do ucha zadowolony z własnej delikatności.
- Chcecie pomóc Józefowi przygotować łóżeczko dla Jezusa?
Wtedy dzieci spojrzały po sobie, bo obojgu przypomniały się słowa kolędy: „Nie było miejsca dla Ciebie w Betlejem w żadnej gospodzie. I narodziłeś się Jezu w stajni, ubóstwie i chłodzie. Nie było miejsca choć zszedłeś jako Zbawiciel na ziemię...” nucąc cichutko podeszły do Józefa. Brały wiązki siana ze żłóbka, ogrzewały je przy ogniu, kładły w drugie miejsce okryte kocem, aby utrzymać ciepło. Kiedy całe sianko ogrzały i ułożyły,
Miriam która patrzyła na nie od czasu do czasu powiedziała:
- Józefie, weź Mój płaszcz i rozłóż na wierzchu, żeby było miękko.
- Ależ Miriam, a Tobie nie będzie zimno? Okryję cię moim. Pozwól mi, proszę. –
Wziął miękki i ciepły płaszcz Miriam wykonany z niebieskiej delikatnej wełny i rozłożył w żłóbku tak by nim potem jeszcze przykryć Dziecko. Gabi uklękła przy tym dziwnym łóżeczku, tak innym niż te, które widziała, pochyliła się czule nad Maleństwem i cichutko Mu nuciła kołysanki, które jej mama śpiewała do snu. Marcel ukląkł z drugiej strony i zamyślił się głęboko.
Miriam spojrzała na Józefa porozumiewawczo i ogarnęła modlitwą wszystkie dzieci na świecie... Mama Jezusa... nasza Mama... zawsze pamięta, zawsze jest dla nas....
Dzisiaj wigilia Bożego Narodzenia jeśli przebyliście tę drogę codziennie od pierwszego dnia Adwentu. Mam nadzieję, że zostaniecie na zawsze przytuleni do świętej Rodziny. Jak? W rozważaniach, we wspomnieniach, w modlitwie, relacji...każdego dnia małymi krokami.
Gdy Pan jest moim Pasterzem — niczego mi nie zabraknie.
[Ki Adonai ro‘i — lo echsar]
Rozejrzyj się - rodzina zebrana przy stole - pięknie, światecznie, jak w Psalmie 23 Bóg zatroszczył się o wszystko:
"Stół dla mnie zastawiasz wobec moich przeciwników"
Więc dzisiaj będziemy spiewać kolędy, te z dzieciństwa i te nowe - niech dzieci i wnuki poznaja, niech pamiętają. To piękna tradycja - wspólnym śpiewem uwielbiać Boga - Abba - kochającego Tatę.
„Nie było miejsca dla Ciebie w Betlejem w żadnej gospodzie. I narodziłeś się Jezu w stajni, ubóstwie i chłodzie. Nie było miejsca choć zszedłeś jako Zbawiciel na ziemię...”
Adwentowa droga do domu chleba dobiegła końca. Do zobaczenia w następnym Adwencie.
___________
* Ap 21,18–21
** 1 P 2,5





Komentarze