top of page

Piękno, które dojrzewa w ukryciu - refleksja o czasie, łasce i przemianie - Listy do Kasji

  • Zdjęcie autora: BE
    BE
  • 4 cze
  • 8 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 13 cze

Zaproszenie na poranna kawę


Droga Kasjo - Dear Cassia


Dzisiaj piszę o czasie, który kiedyś lekceważyłam, o wierze, która trzyma, o elegancji duszy i o tym, że nawet chaotyczny umysł (ten mój ukryty ADHD!) może w końcu stać się darem.


Jeśli jesteś kobietą po sześćdziesiątce i nosisz w sobie ciche dojrzewanie - zapraszam cię na wspólną kawę lub herbatę z nasion kasji. Jeśli jesteś młodsza - to tym serdeczniej zapraszam.


Czasem najpiękniejsze rzeczy rodzą się wtedy, gdy nikt nie patrzy.


Ach, myślisz, że się pomyliłam, bo ty nie masz na imię Kasja/Cassia? Dla mnie jesteś - i witam cię z radością. W poniższym poście wyjaśniam, skąd wziął się mój pomysł listów do Kasji/ Cassia:



Piękno, które dojrzewa w ukryciu w moim doświadczeniu życia


Co roku z utęsknieniem czekam na ciepłe poranki, aby usiąść z kawą na tarasie i pomyśleć w ciszy. Ta chwała poranka - radość kolejnego dnia, muzyka ptasiej orkiestry, błękit nieba – nawet jak jest zachmurzone - i zieleń otaczającej przyrody; to czas dotyku Abba, czas Jego obecności, która przenika wszystko… ciebie, mnie -  wszystko. Abba, który tchnął w nas życie, Swojego Ducha...Piszę o tym w:

 

Kiedy dzisiaj rano usiadłam w ogrodowym fotelu z pierwszą kawą w dłoni i po kolejnym, leniwym łyku spojrzałam w bok - prosto na krzak piwonii... zupełnie zamarłam z wrażenia!


Czas się zatrzymał.


Zapomniałam o kawie i o tym, że trzeba oddychać.


Będąc na długim wdechu, wlepiłam wzrok w różowe, puszyste kule, które, jak kudłate główki cherubinków, ciekawie rozglądały się po ogrodzie.


Krzewy różowej piwonii były w pełnym rozkwicie! Ciężkie od aksamitnych kwiatów wibrowały bogactwem kształtów, głębią koloru, intensywnością zapachu. Drżały od obfitości piękna, które nie mogło już dłużej czekać.


Wtedy nie zastanawiałam się nad tym, że właśnie to piękno, które dojrzewa w ukryciu, objawia się przede mną w całej okazałości. Po prostu trwałam w zachwycie - speechless! Tylko tyle mogłam.


Dlaczego tak poruszył mnie ten widok? Chyba dlatego, że przypomniał mi o moim ADHD.


To, co z zewnątrz wygląda na dzikie i nieuporządkowane, często skrywa największy potencjał.


Najczęściej dostrzegam chaos, rozproszenie, nieprzewidywalność... a ukryte piękno pozostaje niewidoczne.


Tymczasem właśnie tam, pod warstwą pozornego nieładu, dojrzewają kreatywność, nieszablonowe skojarzenia i wrażliwość na detale, których nie da się zaplanować ani wymusić, ani tym bardziej je komuś wyjaśnić. 


Tak jak w ogrodzie najpiękniejsze zakątki rodzą się bez mojej kontroli, tak we mnie najcenniejsze pomysły, intuicje i połączenia myśli dojrzewają po cichu, poza planem i poza perfekcją.



Czas, którego nie zauważałam


Jeszcze tydzień temu otwarte dziś w pełni kwiaty, były tylko pąkami. Pamiętam, że patrzyłam na nie uważnie. Każdego dnia zaglądałam do ogrodu, sprawdzając, czy któryś płatek już się uwolnił z ukrycia, czy na łodydze pojawiła się choćby najmniejsza zmiana.


Myślałam, że któregoś poranka wyjdę z kubkiem kawy i zobaczę, jak kwiat otwiera się na moich oczach. Jakby można było być świadkiem tej jednej, nieuchwytnej sekundy, w której życie mówi: „teraz”, bo Bóg w ciszy zakończył Swoje dzieło.


Ale ta chwila nie należy do ludzkich oczu.


Pogoda się zmieniła, majowy deszczyk zatrzymał mnie w domu, a kiedy wróciłam do ogrodu, kwiaty już rozkwitały w całej okazałości - jak moje życie.


Bo życie nie czeka. Ono dojrzewa pod czułym spojrzeniem Boga także wtedy, gdy nam wydaje się, że nic się nie dzieje. A największe przemiany często dokonują się właśnie tam, gdzie ich nikt nie widzi.


Utraciłam z oczu to, co w języku hebrajskim nazywa się ‘ʿet’ (עֵת) - nie zwykły chronos, lecz ten szczególny, wyznaczony przez Boga moment, w którym każde „wszystko” otrzymuje swój właściwy czas i misję (Koh 3,1) - kairos. Jeszcze do tego powrócę.



Pełnia przychodzi w swoim czasie


Dziś obraz był już pełny. Piwonie wyszły z ukrycia w całym swoim blasku. Oczywiście pąków w różnym stadium nie brakowało. Te mniejsze nadal się ukrywały - jak nieśmiałe dziewczynki za plecami starszych koleżanek.


Ten rozrośnięty krzew był ucieleśnieniem harmonii, w której siła wzrostu spotkała się z czasem dojrzewania.


I wtedy coś


Kiedy nie tylko ręka z kawą się we mnie zatrzymała, ale jakby mój umysł, na co dzień biegnący od myśli do myśli, od bodźca do bodźca, na chwilę zamilkł.


W środku zrobiło się ciszej, spokojniej. Położyłam rękę na sercu.


Pomyślałam: ile rzeczy w moim życiu podobnie przegapiłam? Ile rzeczy dojrzewało we mnie albo wokół mnie, kiedy moja uwaga biegła jak dziecko po łące, zachwycone każdym kolejnym odkryciem, kolejnym pomysłem, kolejnym bodźcem?


Nie wszystko, co cenne, domaga się mojej uwagi. Niektóre rzeczy potrzebują tylko czasu.


Bo łaska wzrasta jak ogród - nie da się jej przyspieszyć ani zatrzymać. Ma swoje pory siewu, ukrytego wzrostu i rozkwitu. Na wszystko jest czas, a Bóg nie myli pór roku naszych serc.



Piękno bycia sobą nawet gdy świat tego nie rozumie


Przez wiele lat próbowałam być „normalna” - neurotypowa, jak mówią specjaliści. Dopasowywałam się, maskowałam, udawałam, że mam wszystko poukładane, choć w głowie galopowało stado myśli, a skupienie uciekało jak piasek przez palce.


Przez lata nie wiedziałam, że ta "drobna neuroatypowość" to dar, który nie rozwija się według utartych schematów, ale potrzebuje innych warunków do wzrostu, aby móc w pełni zakwitnąć. (Jak ważne jest, by ogrodnik posługiwał się odpowiednimi narzędziami i znał metody pielęgnacji poszczególnych roślin.)


Ukryte ADHD przez dekady było moim cichym towarzyszem - źródłem zarówno ogromnej wrażliwości, jak i poczucia, że jestem „za dużo” lub „nie dość”.


Dopiero, gdy przestałam walczyć sama z sobą, zaczęłam odkrywać piękno tego daru i śmiać się z siebie.


„Piękno zaczyna się w momencie, gdy decydujesz się być sobą.” Coco Chanel


Coco Chanel, kobieta, która sama wyszła z biedy i odrzucenia, nauczyła mnie, że prawdziwa siła to odwaga zrzucenia cudzych oczekiwań.


Nie musiałam już być „grzeczną dziewczynką”, „zorganizowaną matką” ani „idealną pracownicą”. Mogłam być po prostu sobą - z całym chaosem, kreatywnością i głębią, które Bóg mi podarował.


Patrząc na te piwonie, nagle zobaczyłam własne życie inaczej.


Nie jako linię prostą - chronos - gdzie życie staje się jedynie wyścigiem z czasem, w którym liczy się tylko tempo osiągania kolejnych celów.

Ale jako proces, który często był niewidoczny.


Zamarłam w pięknie kairos i nie mogłam się nim nasycić!


A przecież były lata, które wydawały mi się puste czy mało produktywne.


Czas, który nazywałam czekaniem - sama nie wiem, na co.


Modlitwy, które wydawały się bez odpowiedzi, choć w głębi serca wiedziałam, że to jest właśnie ta odpowiedź.


Lata, w których czułam się niewidzialna, a przecież byłam - jestem świadoma, że On mnie zawsze widzi i się uśmiecha. 🌹❤️


Więcej o wadze czasu przeczytasz w:


Elegancja, która nie przemija


I kiedy podeszłam pogłaskać i przytulić te miękkie kule, pomyślałam również o Audrey Hepburn - mojej wielkiej inspiracji. Kocham ją nie tylko za niewiarygodną elegancję i klasę, ale za całe jej życie: trud, poświęcenie, pracę dla dzieci w Afryce, wewnętrzną siłę, którą nosiła z taką delikatnością. Dla mnie Audrey to dowód, że elegancja to coś znacznie głębszego niż wygląd (jak ta piękna piwonia). To postawa serca. Audrey Hepburn ujęła to krótko:


„Elegancja to jedyne piękno, które nigdy nie przemija.”


Przestajesz budować swoją wartość na opiniach innych i odkrywasz, że to, kim jesteś, nie wymaga nieustannej obrony ani potwierdzenia.


Wtedy rodzi się cicha wolność - możesz być prawdziwie obecna, żyć w zgodzie ze sobą i obdarzać innych pokojem zamiast szukać uznania.


Gdy cierpienie zamienia się w piękno - kairos


​Vincent van Gogh często mi towarzyszył w tym czasie, który dziś nazywam kairos mojej kilkunastoletniej pracy jako floral and event designer - w tej fazie, gdy tworzenie rękami stało się moją drogą rozumienia piękna świata i siebie, spotkania z drugą duszą poszukującą piękna, nauką słuchania i kompromisu, empatii i asertywności...


Na razie tylko tyle wspomnień w części angielskiej:



Vincent … jego obrazy zachwycają, ale największym skarbem mojego serca są jego listy.


Jego mądrość rodziła się w bólu, samotności i niezrozumieniu.


Dusza artysty, która tętniła czymś, czego świat nie widział, dopóki nie zostało wyrażone pięknem. Napisał:


„Determinacja i siła to narzędzia, które pozwalają przemieniać cierpienie w piękno.”


Te słowa są dla mnie jak balsam. Bo ileż cierpienia ja sama przemieniłam w coś pięknego - w ciszy, w ukryciu, w latach, które wydawały się stracone. Myślałam, że byłam sama i sama przemieniałam - dopóki nie spotkałam Jezusa... Świadomość Jego obecności prowadziła mnie do celu.



Wiara wskazuje na głębię tego, co niewidzialne - że Bóg nie znika w ciszy, w poczuciu nieczucia.


On działa także wtedy, kiedy ja nic nie czuję lub chowam głowę w piasek. Że nawet to, co wyglądało na „nic”, mogło być miejscem Jego delikatnej pracy. Kairos, hebrajskie „ʿet” (עֵת) - „chwila wyznaczona”, „właściwy moment”, „czas pełni”, „czas jakościowy”, moment, który ma swój sens w Bożym planie. W Księdze Koheleta:

„Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” Koh 3,1

Dziś, kiedy patrzę na swoje życie z większą łagodnością, bez pośpiechu - widzę więcej.


Widzę, że kwiaty nie tłumaczą się ze swojego czasu zakwitania i nie kwitną non stop. One po prostu się otwierają w wyznaczonym momencie - ani nie za wcześnie, ani nie za późno - w swoim czasie. Tak samo ja. Tak samo moje życie.


I może właśnie w tym jest coś najgłębszego - piękno nie zawsze pokazuje się wtedy, kiedy się go szuka. Dopiero teraz rozumiem, że to, co dojrzewa w ukryciu, dzieje się w czasie chronos - czasie potrzebnym, by mogło nadejść kairos.


Co, jeśli w moim życiu nic nie było stracone… nawet te ciche lata, których wtedy nie rozumiałam?​ Co, jeśli moja droga do zrozumienia siebie przypominała przypowieść z Ewangelii św. Mateusza:

„Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli.

Tak jak nasiona roślin, które długo śpią pod ziemią, zanim wybiorą swój kairos. resztę rozważ sama.

Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją.” Mt 13,44-46

Kobieta w jasnej szacie siedzi na tarasie z kubkiem, obok Biblia i notes; przed nią kwitną różowe piwonie w ogrodzie - symbol piękna ukrytego i wzrostu, którego nikt nie widziaż zakwitnie.

O takim doświadczeniu kairos Pan Jezus mówił do Alicji Lenczewskiej:


"Jeśli jednak czujesz, że nadchodzi w twym wnętrzu łaska ciszy, że spoczywa na tobie Moje Miłosne Spojrzenie - wtedy zamilknij, ucisz umysł i emocje serca i trwaj zapatrzona we Mnie. Zagłębiaj się w Moim Spojrzeniu, abyś ogarnięta Nim była cała, by przeniknęło cię zupełnie."


Ten poranek, ten krótki moment zachwytu nad Bożym artyzmem, był dla mnie Łaską spotkania - w bezruchu, w zachwycie, w uwielbieniu, w niepatrzeniu na własne serce, tylko bycie obecną - BE - w tym krótkim kairos - momencie trwania.


"Trwaj w ciszy zachwytu, by nie uronić nic ze świętości tej chwili łaski, jaka jest ci dana. To największa łaska I najbardziej wzniosły stan twej duszy zatopionej we Mnie, który ma opromieniać czas, jaki nastanie potem, gdy powrócisz na zewnątrz za pośrednictwem zmysłów i umysłu.” (ALSłowo #367)


Dni przyszły i minęły, ale to, co najważniejsze, wydarzyło się poza czasem, który mierzy zegar.


Dziś, w pełnym rozkwicie ❤️🥀, czuję się po prostu obecna. Nie muszę już niczego gonić.


Moje myśli też chyba w końcu usiadły na ławce - razem z kawą - i przestały biegać po ogrodzie. Nawet ADHD wygląda, jakby oddychało spokojniej.


Piwonie nauczyły mnie, że piękno nie potrzebuje świadków, by istnieć.


Blessings & Hugs

BE, kobieta, która wreszcie przestała się spieszyć.❤️🌹


Dziękuję, że doczytałaś do końca. Błogosławionego dnia.😀❤️


Jeśli jeszcze siedzisz ze swoją kawą/herbatą w ogrodzie, spójrz przed siebie na wybraną roślinę i zachwyć się nią, zachwyć się pięknem, które trwa w tobie, a które dostałaś od Taty - Abba.


Albo zamknij oczy i posłuchaj przy tym tej piosenki, którą ci dedykuję:



Komentarze


Join The Blessed Word Journey: 

More than words - it's the path of life. Follow along and stay inspired!

  • Facebook
  • Instagram
  • Pinterest

© 2026 przez theblessedword. Dumnie stworzony z Wix.com

bottom of page