top of page

Mistyka kobieca, szałwia i deszcz - intymny rytuał

  • Zdjęcie autora: BE
    BE
  • 17 maj
  • 6 minut(y) czytania

Kobiecość. Zioła. I ten deszcz.


W ciszy kuchni Marii rodzi się właśnie mistyczna strona kobiecości - ta spokojna, głęboka, wolna od pośpiechu i oczekiwań


Za oknem kapie leniwy, kwietniowy deszcz. Kapie... i wcale go nie słychać.


Za to pachnie świeżymi ziołami - mięty, melisy, szałwii, rozmarynu - prosto z ogrodu.


Paruje herbata.


Dwie kobiety siedzą przy stole. Bez makijażu. Bez masek. Bez porannego pośpiechu czy nerwowości. Swobodne są nie tylko ich ubrania i ruchy. Trochę zamyślone, albo raczej w pełni obecne - skupione na chwili, na sobie, na prawdziwej bliskości i zaufaniu - nie potrzebują słów.


W ich spotkaniu rozkwita ciepła intymność siostrzanego spotkania. Płynie z nich spokojna mądrość i głębokie zakorzenienie w sobie. Szczególnie Maria, która nalewa herbatę z naturalną gracją i spokojem, emanuje cichą pewnością siebie - ogniem i światłem.


W obu siostrach (jak w biblijnej Marcie i Marii) łączy się kobieca miękkość z wewnętrzną siłą. Całą scenę,  jak stara, dobra przyjaciółka, delikatnie otula melancholia deszczowego dnia.


Dwie kobiety w kuchni, jedna nalewa herbatę z dzbanka. Tło z dużym oknem i roślinami. Atmosfera spokoju, padający deszcz. Mistyka kobieca, szałwia, rytuał.

Maria:

- Dzisiaj szałwia - na głos i na serce... I na duszę, jak trzeba - dodała z uśmiechem. - Pamiętasz? Babcia zawsze mówiła, że kobieta, która pije szałwię, wie, czego chce.


Ania, nadal zamyślona uniosła brew i spojrzała Marii prosto w oczy:

- Aha. Czyli ty dziś wiesz?


Maria:

- Zależy, o co pytasz. Ale powiem ci jedno - ten zapach przypomina mi, że kobiecość to coś więcej niż wygląd i obowiązki. To jakaś wewnętrzna melodia, która gra, nawet jak świat próbuje ją zagłuszyć.


Ania, opierając się o blat i zaciągając się zapachem świeżego naparu, stwierdza z lekkim sarkazmem: Jung powiedziałby, że to archetyp, wspólna pamięć duszy o kobiecości, która nie musi nic udowadniać. Tylko być.


Maria:

- A Biblia mówi wyraźnie: „Mądra kobieta buduje swój dom, a głupia własnymi rękami go burzy” (Prz 14,1) .” I nie chodzi tu o ścierki i zupę. Tylko o serce, które umie być ciche wtedy, kiedy wszyscy krzyczą, o mądrość, która daje stabilność sobie i bliskim.


Mistyka kobieca to nie rola - to obecność


Ania:

- Czasem czuję, że społeczeństwo chce nas zamknąć w pudełku nowych schematów. Albo masz być delikatna i miła, albo twarda jak skała. A ja jestem i łagodna, i złośliwa, i ciepła, i sarkastyczna. Taka zwykła - polska. I co teraz?


Maria śmiejąc się szczerze:

- To teraz parzymy więcej szałwii. - Poważnieje i dodaje - Kobiecość to nie rola do odegrania, to obecność. Zgoda na bycie całą ze wszystkim, co w nas jest.


Ania:

- No, serio, Mario. Ja chcę być kobieca nie dlatego, że ktoś tak powiedział, tylko dlatego, że chcę być cała, pełna. Autentyczna. Żywa.

Z bałaganem i pięknem jednocześnie. Z czułością i siłą, ze śmiechem i łzami, z całym bogactwem, które we mnie mieszka.

To moja radość. Moja wolność. Moja prawdziwa natura.


Maria:

- Hildegarda by ci przyklasnęła. Duchowość kobiety to nie sztywny ideał, lecz harmonia duszy i ziemi - daje życie, ogrzewa, leczy i przyjmuje światło. A nie jakaś tam wyprasowana wersja siebie. Dlatego tak ważna jest zgoda na przemiany! Na nawracanie, czyli zmianę myślenia!


Ciało kobiety - nie wstyd, ale świątynia


Ania zamilkła na chwilę. Weszła w głąb siebie, a potem rzekła:

- Wiesz, przez lata czułam się winna, że jestem “zmysłowa”. Że lubię ciepło, dotyk, jedzenie, zapachy. Jakby duchowość miała być bezcielesna. Jak chmura. Albo zakonnica opakowana w za ciasny habit.


Maria:

- A przecież jesteśmy świadome, że ciało kobiety nie jest wrogiem. Biblia nazywa je świątynią Ducha Świętego (1 Kor 6,19-20). Bóg nie narodził się w obłoku - przyszedł na świat przez łono kobiety. Ciało nie jest grzechem. To my czasem traktujemy je jak pole bitwy zamiast jak dom.


Ania z sarkastycznym rozbawieniem:

- No właśnie! To, co wypieramy, nie znika. Tylko schodzi do cienia i tam robi rewolucję.


Maria:

- Tak, ale kto o tym wie? Gdzie tego uczą? I potem kobieta, która przez 30 lat tłumiła swój gniew, nagle wrzeszczy na wnuki, bo za głośno jedzą chrupki. A może wystarczyło uznać: “jestem zmęczona i mam dość. Chcę na chwilę wyparować, żeby niewidoczna dla świata odnaleźć siebie.”


Zioło szałwi przy oknie z parującą filiżanką herbaty. Krople deszczu na szybie tworzą spokojny   nastrój. Mistyka kobieca, szałwia i deszcz - intymny rytuał.


Duchowość kobiety to zgoda na przemiany


Po dłuższej przerwie, Ania patrząc na deszcz za oknem:

- Ja chyba jestem w jakimś duchowym połogu. Coś się we mnie rodzi, ale boli. Czuję chaos, a też przeczucie czegoś nowego.

"Oto Ty masz upodobanie w ukrytej prawdzie, naucz mnie tajników mądrości. Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie ducha niezwyciężonego. (z Psalmu 51)


Cisza... Po chwili Maria ciepłym głosem opowiada:

- Przypomina mi się historia dwóch sióstr - Marty i Marii z Betanii. Marta była zapracowana i przejęta obowiązkami, Maria usiadła u stóp Jezusa i po prostu słuchała. Jedna budowała dom przez działanie, druga - przez obecność. Jezus nie skrytykował Marty, ale delikatnie przypomniał, że „jedno jest potrzebne” - bycie w obecności. Obie są ważne. Obie są kobiece. Obie, razem odzwierciedlają to, co każda z nas w sobie nosi - jak dwie półkule w mózgu.


Ania, wpatrzona w okno, dodaje zadumanym głosem: - Albo jak Maryja... Zanim powiedziała Bogu “tak”, zapytała: “Jakże się to stanie?” To nie było ślepe posłuszeństwo. To była rozmowa. Tego mnie Biblia uczy najbardziej - że kobiecość nie boi się pytać, nie boi się wątpić. Ale przede wszystkim potrafi powiedzieć “fiat” - niech się stanie. Nawet jak boli.


Tak, jak przed chwilą to ujęłaś, Mario, “Ciało kobiety jest jak ziemia - daje życie, ogrzewa, leczy, przyjmuje światło.”


Może my jesteśmy takim duchowym ogrodem. I raz kwitniemy, a raz potrzebujemy po prostu padającego deszczu.


Przecież kwiaty nie kwitną przez cały rok - mają swoje pory odpoczynku, ciszy i regeneracji. Tak samo jest z nami. Jesteśmy częścią natury, a natura żyje w cyklach. Kobiece ciało i dusza też. Raz jest wiosna i rozkwit, raz jesień i potrzeba wyciszenia.


Gdy zgadzamy się na tę cykliczność - zamiast walczyć z nią i wymagać od siebie wiecznego kwitnienia - coś w nas się leczy. Przychodzi spokój. Przyjście deszczu różnych problemów nie jest karą, tylko konieczną częścią życia.


I właśnie wtedy, w pozornym „nic nierobieniu”, dzieje się najgłębsze zakorzenienie - w sensie duchowym i emocjonalnym. To wtedy w okresach pozornego bezruchu, ciszy i „nieproduktywności” (jak deszczowa jesień czy zima w naturze) dzieje się najwięcej wewnętrznej pracy:

🌸💛 wzmacniają się korzenie (stabilność, poczucie bezpieczeństwa, głębsze połączenie ze sobą),

🌸💛 gromadzą się siły - Hildegardowe veriditas - na kolejny rozkwit,

🌸💛 odbywaJą się regeneracja i uzdrawianie na głębszym poziomie.


To nie jest lenistwo - to bardzo aktywny, choć niewidoczny proces.


Maria przytuliła Anię serdecznie i potwierdziła:

- Tak, Aniu, to nie jest lenistwo - to bardzo aktywny, choć niewidoczny proces. W ciszy i pozornym bezruchu korzenie sięgają głębiej, zbierają życiodajne soki, umacniają się w prawdzie i w Bogu. To czas, w którym dusza robi najwięcej pracy, choć oczy świata tego nie widzą. Wtedy „On daje wyczerpanemu siłę, a temu, który nie ma mocy, pomnaża moc.” (Iz 40,29)


Trzy pytania - na dziś, na jutro, na ciszę serca:


1. Gdzie próbuję wpasować się w cudzą definicję kobiecości – zamiast być sobą?

2. Czy moje ciało to dla mnie dom - czy pole bitwy?

3. Co dziś w sobie rodzę - i czy daję sobie na to zgodę?


Błogosławieństwa kobiecości - na drogę i do kuchni


1. Zgoda na siebie

🌸💛„Gdy kobieta przestaje udawać, wraca do domu.” – Clarissa Pinkola Estés


2. Duchowa siła w ciele

🌸💛„W waszym ciele jest duchowe światło, którego nie trzeba gasić.” – Hildegarda z Bingen


3. Odwaga bycia sobą

🌸💛„Największy dar kobiety? Przynosić życie – nie tylko fizycznie, ale duchowo, emocjonalnie, relacyjnie.” – Henri Nouwen


Zapraszam cię do zatrzymania się ze mną na tych pytaniach i błogosławieństwach.

A może masz siostrę lub przyjaciółkę, z którą możesz poruszyć te tematy? Może razem będziecie smakować życie lub jego wybrane aspekty?


To są właśnie duchowe przyprawy kobiecego serca, które potrzebują towarzystwa, szczerego spotkania, aby lepiej smakować i leczyć - przede wszystkim.


Kobiecość w kościele to te codzienne małe kroki, rytuały tak proste, spontaniczne, że wprost ignorowane. One zapalają ogień i światło miłości. Są łaską daną od Stwórcy, Abba - Miłości, aby szerzyć tę miłość - właściwie Jego Miłość, Jego Słowo żyjące w nas.


🌿🌸🌿


Jezu Miłosierny, Ty znasz moje poranione miejsca, rozświetlaj je Sobą. Wlej we mnie łagodność i Miłość. Pokaż mi, że jestem wystarczająco dobra, by kochać nawet wtedy, przede wszystkim wtedy, gdy nie jestem idealna, kiedy walczę sama, zapominając, że czekasz, aby mi pomóc. Kochaj przeze mnie.

„Pan jest czuły i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.” (Ps 145,8)

Dziękuję Ci, że jesteś właśnie taki wobec mnie. Dziękuję za ten czas z Tobą, za Twoją obecność i światło, za ogień, który rozpala nawrócenie. Chcę być tak jak Ty, cicha i pokorna. Jezu, ufam Tobie. ♥️ Amen.


Więcej w temacie duchowych przypraw kobiecego serca znajdziesz w takim właśnie cyklu:


Na końcu wpisu dnia 1 są linki do wszystkich 6 dni.

A może wolisz spotkania z Beatrice z Nazaretu. Cała seria i linki na końcu tego wpisu:



Dziękuję, że doszłaś ze mną do końca tego rozważania. ❤️🌺


Jeśli odnajdujesz coś dla siebie w tych spotkaniach, zapraszam cię na inne Ścieżki Wiary.


Błogosławionej i owocnej wędrówki z Jezusem i sobą. Blessings & Hugs. BE ♥️


Komentarze


Join The Blessed Word Journey: 

More than words - it's the path of life. Follow along and stay inspired!

  • Facebook
  • Instagram
  • Pinterest

© 2026 przez theblessedword. Dumnie stworzony z Wix.com

bottom of page