Lidia z Tiatyry - otwarte serce na głos Boga
- BE

- 16 maj
- 5 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 18 maj
Kobiety z Biblii - ich wiara, siła i serce
Lidia z Tiatyry - serce otwarte na głos Boga
Kiedy w Kanadzie śnieg mocno przylega do ziemi w Polsce ciepłe, marcowe dni budzą do życia najpierw trawy i "chwasty." Te skromne, pomijane lub deptane rośliny często kryją w sobie moc - moc otrzymaną od Stwórcy w określonym celu.
Można po nich przejść przez nieuwagę, gdy wyrastają w mało rzucających się w oczy miejscach lub na ścieżkach leśnych. Są jak te osoby, na które często nie zwracamy uwagi, a które niosą życiową mądrość i miłość głęboko ukrytą dla świata.

Mam w ogrodzie taką dziką, zaniedbaną część nieurodzajnej, piaskowej ziemi. I właśnie tam parę dni temu wypatrzyłam jasnotę purpurową, jeszcze słabą i niepozorną, bo taka wczesną pora roku, bo taka ziemia. Stanęłam zachwycona, wpatrując się w te małe, purpurowe plamki w trawie.
Surowość miejsca nie rozpieszcza jasnoty, ale mimo to podnosi ona swoje drobne płateczki ku słońcu, jakby nie znała słowa „niemożliwe”. Jeszcze nie rzuca się w oczy intensywnością swojego koloru i nie zwraca niczyjej uwagi oprócz mojej w tym momencie oczekiwania na wiosenne ciepło. Można po niej przejść, podeptać, a jednak ona trwa, cicha i wytrwała, przypominając mi, że siła nie zawsze rośnie w żyznej glebie i sprzyjających warunkach, lecz często rodzi się tam, gdzie nikt jej nie szuka - jak "moc w słabości."

A przecież to właśnie ona, niepozorna zielarka wśród traw, niesie w sobie ukojenie wczesną wiosną. Działa lekko uspokajająco i przeciwzapalnie, więc u niektórych osób może minimalnie złagodzić napięcie, które czasem towarzyszy bólom głowy.
Napar może wspierać ogólne rozluźnienie organizmu i pomóc przy rozdrażnieniu i napięciu przed/w trakcie miesiączki. Jej liście działają przeciwzapalnie, wspierają gojenie ran i delikatnie wzmacniają organizm. Gdy tylko się wystarczająco ociepli, staje się jednym z pierwszych darów dla pszczół, które odnajdują w niej życie, zanim rozkwitnie reszta świata. Pochyliłam się, by zerwać kilka kwitnących czubków i dorzucić do herbaty, aby złagodzić napięcie po zimie.

Wpatrując się ze zdziwieniem w tę kropelkę purpury na mojej dłoni, pomyślałam o wyjątkowej kobiecie, której nigdy nie spotkałam, a jest o niej wzmianka w Dziejach apostolskich 16,14:
„Przysłuchiwała się nam też pewna bojąca się Boga kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę. Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła.”
Tylko tyle! Skojarzenie wywołał kolor. Kolor, podobnie jak racja czy zaufanie, mają ze sobą więcej wspólnego niż się wydaje. Rodzą się nie tyle z faktów, ile z tego, co człowiek już wcześniej przeżył. Jedni widzą w tym samym geście dobroć, inni ostrożnie szukają ukrytego znaczenia. Zawsze przechodzą przez filtr pamięci, emocji i doświadczeń tego, kto na nie patrzy. Ale powróćmy do tego, jak Lidię z Tiatyry zauważył i opisał św. Łukasz.
Kim była Lidia?
Lidia to jedna z pierwszych znanych z imienia europejskich kobiet, które uwierzyły w Jezusa. Lidia była niezależna, przedsiębiorcza - handlowała purpurą, czyli niezwykle kosztownym barwnikiem wytwarzanym z małży mureksów.

Fioletowa tkanina była luksusem – symbolem władzy, bogactwa i królewskości. Fakt, że Lidia handlowała purpurą, świadczy o jej wysokiej pozycji społecznej i kontaktach handlowych sięgających daleko poza jej rodzinne strony.
Kiedy myślę o biblijnej Lidii, od razu widzę kobietę z Przysłowia 31! Dosłownie: "Poemat o dzielnej niewieście" zabrzmiał w moich uszach bez żadnej metafory!
Skąd pochodziła Lidia?
Tiatyra - jej rodzinne miasto, leżało w Azji Mniejszej (obecnie Akhisar w Turcji). To miejsce było znane z rzemiosła i licznych cechów, m.in. tkaczy, farbiarzy i producentów purpury. Lidia jednak mieszkała wtedy w Filippi (dzisiejsza Grecja), co sugeruje, że prowadziła interesy międzynarodowe.
Dlaczego ta scena jest tak poruszająca?
Bo to nie tylko było spotkanie Pawła z kobietą - to moment, w którym Boża łaska dotknęła serca człowieka. „Pan otworzył jej serce” - to kluczowe słowa! Lidia była już „bojącą się Boga”, szukała prawdy, ale to Bóg dał jej zdolność uważnego słuchania.
Czy naprawdę trzeba łaski, żeby słuchać Boga?
Tak. Można usłyszeć wiele słów, ale nie każde dociera do serca. Uważne słuchanie to nie tylko sprawa uszu - to łaska, która pozwala przyjąć prawdę, nawet jeśli wymaga ona zmiany życia.
Lidia odpowiedziała natychmiast - przyjęła chrzest i zaprosiła Pawła do swego domu. Jej serce stało się domem dla Słowa, a jej dom - miejscem pierwszego kościoła w Europie.

Osobisty akcent
Zastanawiam się czasem, ile razy coś ważnego do mnie nie dotarło, bo moje serce było zajęte, zamknięte, rozproszone.
Lidia była kobietą aktywną, ale nie zagłuszyła ciszy serca. Była uważna. Otwarta. Może i my potrzebujemy dziś modlitwy nie tyle o odpowiedzi, co o otwarte serce, o uważność, o ufność?

I tak przyszły mi do głowy słowa ks. Grzywocza z książki "Jak smakować życie." Jestem w trakcie czytania.

Nie mogę iść szybko przez te krótkie, a tak konkretne rozdziały. Muszę się zatrzymywać co chwilę, aby przetrawić niektóre aspekty: zaufanie, bogactwo, ubóstwo, odwaga, mądrość... to tylko kilka z tematów, które zostają w głowie na długo po przeczytaniu.

Lidia prowadziła biznes, pamiętaj - to był świat 2000 lat temu, kiedy miejsce społeczne kobiety było bardzo inne niż obecnie.
Prowadziła biznes, więc z pewnością była bardzo zajęta, a jednak znalazła czas i odwagę, aby wybrać to, co istotne, co w życiu najważniejsze.
Dlaczego mogła to zrobić?
Bo ufała sobie, swoim uczuciom i Bogu, który ją ubogacił, a ona umiała te dary przyjąć. To poprowadziło ją do zaufania Pawłowi i jego słowom o Bogu Człowieku.
Mądrość i autonomia myślenia to owoce tego zaufania - zaufania Bogu, człowiekowi, sobie. To pierwotne światło wskazujące kierunek drogi. Wiedziała, co jest dobre i co jest potrzebne. Lidia stała się światłem i świadkiem "kochającym bliźniego swego jak siebie samego".
Łukasz pisze, że Lidia była wdową. W tamtej kulturze siły przetrwania - traumy opuszczenia, samotności, smutku po mężu - nie zatrzymały jej życiowych sił. Czy rzuciła się w to, co zewnętrzne, aby stłumić ból? Nie myślę, ale to tylko moje rozważania w świetle słów ks. Grzywocza, które poruszają mnie do głębi:
"W każdej traumie jest jakieś bogactwo, które może się przyczynić do wzrostu - wzrostu wrażliwości, umiejętności zrozumienia drugiego człowieka, współczucia, mądrości, bogactwo, które może dać nam pewną wiedzę".
... hmmm ... zaufanie sobie...
Zdrowe zaufanie sobie...

Zdrowe zaufanie sobie jest przeciwieństwem braku wiary w siebie i nadmiernego samokrytycyzmu, ale też - co ważne - nie jest tym samym, co arogancja czy ślepa pewność siebie.
Można to ująć tak:
Przeciwieństwem zdrowego zaufania do siebie jest chroniczne zwątpienie w siebie („nie dam rady”, „na pewno się pomylę”) a jego „fałszywą wersją” jest przesadna pewność siebie bez refleksji.
🌺 Zdrowe zaufanie sobie oznacza wiarę, że poradzę sobie, nawet jeśli wszystko nie pójdzie idealnie.
🌺 Zdrowe zaufanie sobie oznacza gotowość do popełniania błędów i uczenia się.
🌺 Zdrowe zaufanie sobie oznacza oparcie się na własnym doświadczeniu, a nie tylko na opiniach innych.
Widzisz tę różnicę?
O takim zaufaniu pisze również św. Faustyna i Alicja Lenczewska. Pan Jezus mówi do Alicji:
"Bądź ufna i spokojna, przecież Ja jestem z tobą... Dostrzeż najpierw piękno swojego serca. To piękno, które jest odbiciem Mojego blasku, i rozpoznawaj Mnie w nim."

Te słowa są dla mnie potwierdzeniem, jak ważne jest zaufanie w moc Boga we własnym sercu. To właśnie było źródło siły Lidii i siły Faustyny, która ciągle powtarzała: "Jezu, ufam Tobie".
Wiara i zaufanie Jezusowi to siła, moc twórcza i wiara, że to, co robię jest istotne, najważniejsze - Jezus do Alicji:
"Pokój i ład twojego serca zrodzą moc, która przemieniać będzie ciebie i innych i świat. Miłość Moja jest tą mocą, bo Ona jest w sercu czystym i z niego emanuje."
Moje rozważania o zaufaniu Faustyny znajdziesz w poniższym wpisie:
Refleksja:
Czy jestem bardziej jak Lidia - otwarta i uważna, czy bardziej jak ktoś, kto „słucha, ale nie słyszy”?
Czy pozwalam Bogu mówić, czy próbuję Go tylko zrozumieć po swojemu?
Czasem najtrudniejsze nie jest samo słuchanie, ale gotowość, by naprawdę przyjąć to, co zmienia nasze myślenie, plany i serce. Może właśnie w ciszy i uważności rodzi się wiara, która nie zatrzymuje się na słowach.
A Ty? Kiedy ostatnio naprawdę usłyszałaś coś, co poruszyło Twoje serce?
Zobacz też:
Dziękuję, że dotarłaś ze mną do tego miejsca. Życzę ci błogosławionego dnia i życia w pełnej ufności sobie i Bogu, który ci najpierw zaufał. 🌺❤️🌺








Komentarze