Rozdział 9 - Adwentowa droga do Domu Chleba: Wyruszamy z Nazaretu do Betlejem
- Beata
- 13 sty
- 3 minut(y) czytania
Wyruszamy z Nazaretu do Betlejem - Adwentowa droga do Domu Chleba
Wczesnym rankiem Józef osiodłał osła. Nałożył na niego wygodne poprzeczne siodło z wypustkami na wsparcie dla nóg. Pomógł Miriam ostrożnie usiąść na jedną stronę, okrył Ją cieplutkim wełaninym kocem, który również chronił przed wilgotnym zimowym powietrzem. Z drugiej strony zawiesił kuferek z rzeczami, na które wskazał mu anioł. Pojawiła się koło nich Anna i Maria Kleofasowa ze służbą. Przynieśli również specjalne wełnianie okrycia dla naszych młodych podróżników i zarzucili im na plecy jak pelerynki. Gabi i Marcel ze swoimi plecaczkami schowanymi pod tymi okryciami niczym nie różniły się od izraelskich dzieci tamtej epoki.

Orszak wyruszył w drogę. Szli powoli. Zatrzymywali się kilkakrotnie, by Miriam mogla odpocząć. Dzieci chętnie kładły się lub siadały koło Niej pod drzewami i słuchały jak pięknie śpiewa psalmy lub po prostu siedzi zamyślona. Blask - ta dziwna energia świetości i jakiegoś majestatu- dzieci nie umiały tego nazwać – tylko intensywnie odczuwały wszystkimi zmysłami – napawały je wyjątkowym spokojem i radością. Czuły się tak dobrze jakby należały do tego miejsca, świata i ludzi, chociaż dobrze pamiętały skąd pochodziły.
Postoje były krótkie. Dopiero jak uszli jakieś 6 godzin, zatrzymali się na dłużej na rozległym polu, które również należało do Anny. To było to samo miejsce, na którym anioł instruował Józefa kiedy wracał z Jerozolimy.
Stąd wzięli dodatkową oślicę i po posiłku pożegnali się z kobietami i służbą. Oni zostali załatwić parę spraw na tej posiadłości przed powrotem do swoich domów.
Nasza czwórka udała się w dalszą drogę do Betlejem. Marcel szedł z Józefem, który odpowiadał na jego pytania z cierpliwością i spokojem. Gabi przylgnęła do Miriam. Siadała za Nią na osiołku, kiedy już nie miała siły iść sama. Przysłuchiwała się męskim rozmowom i była generalnie bardzo milcząca.

Późnym popołudniem dotarli do domu położonego na zboczu wzgórza, z którego roztaczał się szeroki, niemal niekończący się widok aż po dalekie, niebiesko zarysowane Góry Jerozolimskie. Klarowne, zimowe powietrze i bezchmurne niebo sprawiały, że krajobraz Judei był wyjątkowo wyrazisty. Półcienie gajów oliwnych, łagodne pagórki i srebrzyste połyski skalnych tarasów układały się w obraz krainy, którą Izraelici od wieków nazywali „mlekiem i miodem płynącą” - bo choć była surowa, dawała plony i życie każdemu, kto umiał ją pokochać i mądrze uprawiać.
Tak Bóg obiecywał już Mojżeszowi:
„Wiodę cię do ziemi opływającej w mleko i miód” (Wj 3,17 BT).
O tym wiedziała Miriam i Józef. Ich serca wypełniała wdzięczność i uwielbienie Boga Przedwiecznego. Każde z nich przenikały słowa z Psalmu 121, który Józef szeptał po drodze. Dzieci słysząc te słowa over and over, też je zapamiętały.
Gabi z uśmiechem zaczepiała Marcela:
"Wznoszę swe oczy ku górom: skądże nadejdzie mi pomoc?"
A on jej odpowiadał z radością krążąc wokół niej z rozłożonymi rękami, jakby ją chciał osłonić:
"Pomoc mi przyjdzie od Pana, co stworzył niebo i ziemię."

I tak minął pierwszy dzień z Miriam i Józefem. Toczy się Adwentowa droga do Domu Chleba, na której każdy krok przynosi nowe pytania, zdumienie i nieoczekiwane spotkania. Czytaj kolejny rozdział.
Psalmy od wieków towarzyszą ludziom w wędrówkach, ucieczkach, powrotach, nocach spędzanych „na uboczu”. Były modlitwą pielgrzymów, rodzin, wygnańców i tych, którzy nie mieli świątyni - tylko drogę.
Modlitwa w drodze psalmami polega na pozwoleniu, by Słowo Boga szło razem z nami, dokładnie tam, gdzie jesteśmy.
Dzisiaj powtarzaj fragment z Psalmu 121:
"Wznoszę swe oczy ku górom: skądże nadejdzie mi pomoc? "Pomoc mi przyjdzie od Pana, co stworzył niebo i ziemię."
Prefer to read in English? You can find the English version here:



Komentarze