Rozdział 6 - Adwentowa droga do Domu Chleba: Przygody po drodze na spotkanie z Mamą!
- Beata
- 9 sty
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 13 sty
Adwentowa droga do Domu Chleba zaczyna się o świcie – w ciszy, w prostocie i w gotowości serca. To opowieść o drodze, która prowadzi przez posłuszeństwo i zaufanie, zanim pojawi się ciepło domu i zapach chleba. Każdy krok tej wędrówki uczy, że nie wszystko da się przyspieszyć, a to, co najważniejsze, rodzi się powoli – w drodze.
Przygody po drodze na spotkanie z Mamą! - Adwentowa droga do Domu Chleba
Z daleka widać było błyszczące w słońcu ściany kamiennych domów Nazaretu. Przeważnie były one niskie, ale szerokie, z przylegającymi tarasami. Główna droga była równa i czysta. Rosły wzdłuż niej przeróżne rośliny formujące żywopłoty, które rozciągały się we wszystkie strony, oddzielając od siebie poszczególne posiadłości.
Nagle z gęstego żywopłotu wyskoczył pies – średniej wielkości, z krótką, jasnobrązową sierścią i czarnym pyskiem, przypominający dzisiejsze psy pasterskie, które pilnują stad lub gospodarstw. Szczekał głośno, ale nie był groźny; tylko chciał sprawdzić, kto przeszedł obok. Gabi podskoczyła zaskoczona, a Marcel wysunął się w jej kierunku, żeby ją ochronić. Nie było potrzeby, bo pies, już z ich strony, pobiegł dalej wzdłuż gęstych zielonych krzaków mirtu. Kiedy próbował wrócić na poprzednią stronę, mały jasnobrązowy wąż – typowy dla galilejskich wzgórz – przesunął się leniwie przez ścieżkę, wnikając w cień traw po drugiej stronie.

Wywołał dreszczyk emocji u dzieci i obojętność pozostałych wędrowców. Wiedzieli, że nie stanowi realnego zagrożenia, i zrozumieli, za czym biegał pies, który pewnie, zaintrygowany ruchem o tak wczesnej porze, wybiegł z któregoś z domów z przylegającym ogródkiem. Takie ogródki praktycznie otaczały wszystkie domy. Piękne, obfitujące w warzywa, zioła, kwiaty, winorośle, oliwki i inne rośliny, stanowiły bogactwo tej ziemi. Nie brakowało też dziwacznych kaktusów. Przeróżne ptaki, znajdujące schronienie w koronach drzew, śpiewały i przerywały ciszę poranka piękną muzyką.
Zmysły dzieci, nieprzyzwyczajone do takich widoków, poruszane były przez inne bodźce. Gabi, która zazdrosnym okiem spoglądała na puste kosze na osłach, ucieszyłaby się niezmiernie, gdyby ktoś ją wsadził do jednego. Zamiast tego westchnęła tylko do Marcela:
– Szkoda, że nie mamy rowerów.
– Jakbyś jechała rowerem, to nie mogłabyś nazbierać tyle kwiatów. Może wystarczy, bo zaczniesz je gubić po drodze – odpowiedział jej z przekąsem i dodał – Uważaj! Żaba! Gabi poskoczyła z grymasem na twarzy.
– Gdzie? – zapytała zdziwiona.
– Hahaa! Wąż ją zjadł – żartował chłopiec i schylił się, żeby podać siostrze kilka gałązek, które wypadły jej z rąk.
– Dziękuję, Marcel... i nie martw się, nie zgubię... To są kwiaty dla mamy. Mama lubi kwiaty, a tu rośnie tyle innych niż na naszych polach. Będzie wiedziała, że o niej myślę i tęsknię.
W centrum miasta reszta towarzystwa udała się w stronę, skąd dochodziły różne odgłosy. Tam mogli znaleźć miejsce targowe – czyli nasz super store czy delikatesy Centrum. Noemi wskazała dzieciom boczną drogę wzdłuż kaktusowych żywopłotów i krętych dróżek z ubitego piasku.
– Już blisko. Jeszcze tylko dwa zakręty, a wyjdziemy na brzeg miasta – wyszeptała zmienionym i trochę trzęsącym się głosem.
Gabi pomyślała teraz o mamie i zaczęła szybciej przesuwać się podskokami do przodu. Nie mogła doczekać się spotkania z mamą w tym egzotycznym miejscu. Tak bardzo za nią tęskniła, jakby minęły wieki.
Szybko doszli do małego domku u stóp pagórka. Przylegał do niego gaj oliwny i ogród tonący w kwiatach. Dzieci aż westchnęły z zachwytu i przez chwilę nie mogły ruszyć z miejsca. Noemi zresztą też. Co ją tak onieśmieliło?
Chcesz się dowiedzieć? Pewnie odpowiedź będzie w następnej części. Co myślisz? Nie wiesz?
No cóż. Adwentowa droga do Domu Chleba nie jest łatwą podróżą. Dzieci uczą się posłuszeństwo przede wszystkim. Inne czasy, inne wymagania i... wszystko inne. Inne? Wszystko? Rzeczywiście? Hmmm. Czytaj dalej Adwentową drogę do Domu Chleba.
Rozdział 7 - Adwentowa droga do Domu Chleba: Zimowy wieczór z Miriam i Józefem
Psalmy od wieków towarzyszą ludziom w wędrówkach, ucieczkach, powrotach, nocach spędzanych „na uboczu”. Były modlitwą pielgrzymów, rodzin, wygnańców i tych, którzy nie mieli świątyni - tylko drogę.
Modlitwa w drodze psalmami polega na pozwoleniu, by Słowo Boga szło razem z nami, dokładnie tam, gdzie jesteśmy.
Dzisiaj powtarzaj z Psalmu 104:
"Tyś stworzył księżyc, aby czas wskazywał; słońce poznało swój zachód. Mrok sprowadzasz i noc nastaje, w niej krąży wszelki zwierz leśny."
Prefer to read in English? You can find the English version here:



Komentarze