Rozdział 19 – Adwentowa droga do Domu Chleba: w drodze przez Judeę między Jordanem a Jerozolimą
- Beata
- 23 sty
- 3 minut(y) czytania
Miriam i Józef uśmiechnęli się do siebie, gotowi na kolejny dzień swojej wędrówki. Każdy krok przynosił nowe widoki, dźwięki i małe cuda do odkrycia po drodze. Tak wygląda Adwentowa droga do Domu Chleba dzisiaj.
W drodze przez Judeę między Jordanem a Jerozolimą - Adwentowa droga do Domu Chleba
Zoostało im jakieś 7 godzin drogi do Betlejem. Wybrali drogę między Jordanem a Jerozolimą.
Wypoczęci wstali ze słońcem i po porannych rytuałach wyruszyli prosto w kierunku Jerozolimy.
Szli przez cały dzień, jak poprzednio, robiąc krótkie przerwy w cieniu pojedynczych drzew oliwnych i figowców. Pagórkowaty teren Judei odsłaniał kolejne widoki: w oddali błyszczały czerwone dachy Betanii, a na wzgórzach po prawej stronie majaczyły mury Jerozolimy.
Beatania była niewielką wioską położoną około 3 km na wschód od Jerozolimy. Józef wyjaśnił:
- Betania to miejsce, gdzie ludzie żyją spokojnie, opiekując się swoimi polami i zwierzętami. Jerozolima natomiast jest stolicą i miejscem, gdzie zbiega się cały ruch pielgrzymów, kupców i karawan. Cesarz rzymski wydał dekret o spisie ludności w całym cesarstwie w celu pobierania podatków. Każdy Palestyńczyk musi się udać do swojego rodzinnego miasta, tam, gdzie się urodził. Dlatego my idziemy do Betlejem, miasta Dawida, bo to nasz ród. Inni idą też do miast skąd pochodzą, stąd taki jest ruch na główych traktach.
Dzieci obserwowały ludzi przygotowujących się do podróży: niektórzy prowadzili osły z workami, inni napełniali bukłaki wodą, a w oddali słychać było nawoływania pasterzy pilnujących owiec. Marcel i Gabi mogli zobaczyć, jak różne grupy wędrownych rodzin zmierzają do swoich rodzinnych miast - i dopiero wtedy poczuli, że cała kraina naprawdę tętni życiem, a podróż, w której uczestniczą, jest częścią wielkiego planu.
Oni również ruszyli z tego krótkiego postoju.
Marcel, jak zwykle spostrzegawczy, zwrócił uwagę na wielkie przelatujące sępy i małe stada przepiórek uciekające w popłochu. Gabi wpatrywała się w pola pszenicy i jęczmienia, gdzieniegdzie rozsiane sady oliwne i figowe.
- Patrz, Marcel! Patrz! - zawołała Gabi, wskazując na karawanę w oddali.
- Wygląda jak długi wąż ze skrzyniami i workami na grzbietach wielbłądów!
Marcel przyjrzał się uważnie i uśmiechnął się.
- Tak, rzeczywiście. A tamten wielbłąd z przodu chyba zapomniał, że prowadzą go ludzie, bo wygląda, jakby chciał zawrócić i iść do Betanii na lunch!
Gabi roześmiała się głośno.
- E tam! Beatania jest za mała. Lepiej wyobraź sobie, że ten wielbłąd mówi: „Ej, poczekajcie, ja też chcę zwiedzać Judeę!”
Dzieci wpadły w swój powszedni nastrój. A może tylko żartami, jak wełnianym kocem, chciały pokryć swoje zdenerwowanie i zmęczenie. To, co ich spotkało, mogło powalić z nóg nawet dorosłego. Pewnie spokój i łaska świętej Rodziny chroniła je od płaczu i załamania. A może po prostu dzieci mogą ukryć w sobie więcej niż dorosli sobie wyobrażają? Jakby nie było zbliżali sie do celu podróży.
Karawana dotarła do głównego skrzyżowania szlaków, miejsca, gdzie drogi z Galilei, Samarii i wybrzeża Morza Śródziemnego łączyły się, prowadząc do Jerozolimy. Na kamienistej polanie mijały się różne grupy podróżnych – kobiety z małymi dziećmi, pasterze prowadzący stada owiec i kóz, kupcy z osłami pełnymi worków suszonych fig i daktyli. W powietrzu unosił się zapach świeżego chleba z pobliskiej karczmy, a w oddali słychać było klekot przepiórek i krzyk sępów.

Przy skrzyżowaniu stała stara studnia, przy której kilka kobiet czerpało wodę w wiklinowych wiadrach, a obok niewielka kapliczka błyszczała w popołudniowym słońcu. Marcel i Gabi patrzyli ze zdziwieniem na ten ruch. Chłopiec był w dobrym humorze i nie mógł powstrzymać śmiechu, gdy przygladał się wielbłądom.
W tym tłumie dało się też dostrzec rzymskich żołnierzy. Spacerowali ubrani w lekkie zbroje, z hełmami na głowach. Musiało im być trochę gorąco i niewygodnie. Pilnowali oni porządku na drogach. Dzieci obserwowały ich z ciekawością.

Józef uśmiechnął się i powoli ruszył naprzód, na ukrytą ścieżkę, z dala od głównej drogi, a dzieci pobiegły za nim, próbując wyobrazić sobie, ile różnych przygód może się wydarzyć, zanim dojdą do Betlejem.
Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, dotarli do bogatego domu, położonego przy wzniesieniu, z którego roztaczał się widok na okoliczne pola i nieliczne wioski.
Młodzi właściciele zajęci sprawami światowymi i handlem wcale się nie przejęli podróżnymi. Udzielili im schronienia, ale z wielką łaską.

To także jest część Adwentowej drogi do Domu Chleba. Przewróć stronę delikatnie i pozwól swojej wyobraźni podążać razem z nimi… Kogo spotkają, jakich piosenek wysłuchają i jakie małe tajemnice odkryją, gdy dzień będzie dalej trwał?
Psalmy od wieków towarzyszą ludziom w wędrówkach, ucieczkach, powrotach, nocach spędzanych „na uboczu”. Były modlitwą pielgrzymów, rodzin, wygnańców i tych, którzy nie mieli świątyni - tylko drogę.
Modlitwa w drodze psalmami polega na pozwoleniu, by Słowo Boga szło razem z nami, dokładnie tam, gdzie jesteśmy.
Powtarzaj Psalm 40,5:
„Błogosławiony, kto ufa Panu, kto pokłada nadzieję w Panu.”
Prefer to read in English? You can find the English version here:





Komentarze