Rozdział 12 - Adwentowa droga do Domu Chleba: Zaskakujące spotkanie
- Beata
- 16 sty
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 20 sty
Zaskakujące spotkanie - Adwentowa droga do Domu Chleba
Nazajutrz Marcel pomagał Józefowi rozpalić ogień. Nauczył się odpowiednio układać gałązki i pocierać krzesiwo, aby szybko się zaiskrzyło. Gabi uważnie przyglądała się ich czynnościom zawsze chętna usłużyć. Nie mogła się doczekac, kiedy Józef pozwoli i jej rozpalić krzesiwo.
Kiedy ogień był gotowy wlewała wodę do garnka i wsypywała ziarna, które Józef trzymał w woreczku. Dosypywała pokruszone gałazki tymianku lub oregano, które zbierała po drodze. Szybko uczyła się rozpoznawać zioła po kształcie i zapachu.
Teraz Gabi cała szczęśliwa, że też może czymś usłużyć zaparzała dla wszystkich herbatę z gałazek mięty i melisy. Józef zagotował wodę na ogniu, a ona dosypała do niej uzbierane koło szopy gałązki ziół. Przykryła garnek grubą lnianą ściereczką i czekała aż napar będzie gotowy. Rozlewała go potem do kubków, z których pili to dziwne mleko nie od krowy.

Oczywiście Marcel porządnie te kubki wyszorował piaskiem w pobliskim strumieniu i równie porządnie je wypłukał. Gabi nalewała swój specjał specjalną drewnianą chochelką nie-chochelką. Do każdego kubeczka dołożyła po odrobinie miodu, który znałazła w glinianym naczyniu pod przykryciem. Ta herbatka to wspomnienie jej domu. Marzyła, że jak ją wypije to cudownie znajdzie się w ramionach swojej mamy. Nigdy za nią nie tęskniła tak bardzo!
Tymczasem niespodziewanie pojawili się w drzwiach gospodarze z wielkiej zagrody po północnej stronie góry. Miriam i Józef nawet nie wiedzieli, że to oni, bo tylko przelotnie ujrzeli twarz niegościnnego gospodarza. Kiedy jego żona dowiedziała się o braku gościnności męża, bardzo się przejęła jego zachowaniem.
Jeszcze tego samego wieczoru przybiegła sama do szopy, ale nie śmiała pokazać się na oczy tak pięknej i dostojnej Pani. Pokręciła się wokoło, posłuchała, popatrzyła przez szpary i wróciła smutna do domu. Myśli tak ją przygniatały, że nie miała miejsca w sercu na strach przed ciemnościami i dzikimi zwierzętami w dolinie. Przebiegła w obie strony szybciej niż w dwie godziny oświetlając drogę oliwną lampką. Dobrze, że starczyło jej oliwy.

Pasterze, którzy o świcie pojawili się w ich gospodarstwa pojąc owce przy studni opowiadali z zachwytem o niezwykłości Miriam i pobożności Józefa. Więc gospodyni zebrała całą swoją odwagę i rodzinę i rano wyruszyła do szopy. Wraz z mężem przepraszała Miriam i Józefa za jego zachowanie. Szczerze z serca żałowali tego, co zrobił jej mąż. Gospodyni wzruszona całą tą sytuacją uprzjmie zapraszała teraz do siebie.

Maryja przygarnęła do siebie dwójkę dzieci, które gospodarze przyprowadzili ze sobą i opowiadała im o mającym wkrótce narodzić się Zbawicielu świata, na którego czekał cały Izrael. Gabi i Marcel również słuchli z uwagą:
- W małym domku na skraju lasu mieszkała rodzina. Każdy poranek witali z wdzięcznością, bez pośpiechu. Pewnego dnia dzieci zauważyły pod drzewem oliwnym małego ptaka ze złamanym skrzydłem. Dzieci chciały go wziąć do domu, ale ich matka powstrzymała je pospiesznie. Zaastanowiła się chwilę, uśmiechnęła się i powiedziała łagodnie:
– Nie zabierajcie ptaszka od jego matki, bo ona najlepiej wie, jak się nim opiekować. Czasem najżyczliwsza pomoc to po prostu podanie jedzenia, wody lub przygotowanie bezpiecznego miejsca w pobliżu. To, co robimy z miłością, naprawdę ma największe znaczenie. - I tak dzieci zaopiekowały się ptakiem, ale zostawiły go blisko gniazda. Karmiły go przez jakiś czas obserwując jak jego mama latała nad nim wydając smutne piski. Widziały też jak przynosiła mu jakieś muszki i robaczki. Pewnego dnia ujrzały, jak mały ptaszek uniósł się w powietrze. Cieszyły się bardzo. W każdym akcie miłości, aby był mądry i skuteczny, pytajcie najpierw Boga o światło, nawet krótkim zamyśleniem skierowanym w sercu do Niego. Wtedy On napełni wasze umysły Swoją Madrością i uczynki wasze będą przemieniały wasze serca i tych, którym wyśwadczacie dobro.

Dzieci otworzyły buzie ze zdumienia i zamarły chwilę poruszone mądrością słów pięknej Pani. Potem cała czwórka pobiegła razem w kierunku pobliskich drzew. Czyżby w poszukiwaniu ptaków potrzebujących pomocy?
Nadeszło południe. Po serdecznej wymianie uprzejmości Miriam i Józef wyruszyli w drogę. Był to krótszy dzień podróży.
Udali się do wskazanej gospody, aby wygodniej odpocząć po tej górskiej wędrówce. Niestety, wszystkie miejsca były zajete przez podróżnych. Gospodarze wzruszeni widokiem Miriam przygotowali im miejsce na nocleg w pobliskiej szopie i ugościli serdecznie. Wokół gospody rozciągały się sady owocowe i oliwne, ogrody warzywne, stało kilka innych domostw otoczonych drzewami balsamowymi.
Nasza czwórka została w tej szopie przy gospodzie na noc i na nastepny dzień, bo akurat wypadł szabat – dzień świętego odpoczynku.
Psalmy od wieków towarzyszą ludziom w wędrówkach, ucieczkach, powrotach, nocach spędzanych „na uboczu”. Były modlitwą pielgrzymów, rodzin, wygnańców i tych, którzy nie mieli świątyni - tylko drogę.
Modlitwa w drodze psalmami polega na pozwoleniu, by Słowo Boga szło razem z nami, dokładnie tam, gdzie jesteśmy.
Może dzisiaj powtarzaj z dziećmi Psalm 84, 4:
„Nawet wróbel znajduje sobie dom, a jaskółka gniazdo, gdzie złoży swe pisklęta: przy Twoich ołtarzach, Panie Zastępów, mój Królu i mój Boże.”
Prefer to read in English? You can find the English version here:



Komentarze