top of page

Rozdział 11 - Adwentowa droga do Domu Chleba: Druga noc w podróży z Nazaretu

  • Beata
  • 15 sty
  • 3 minut(y) czytania

Druga noc w drodze z Nazaretu – na postoju w Galilei - Adwentowa droga do Domu Chleba

Gdy światło w oddali z każdym krokiem migotało coraz wyraźniej, tak iż w końcu nawet Gabi mogła je dostrzec, Józef odetchnął z ulgą. Dziewczynka zaczęła podskakiwać z radości i klaskać, bo nocne odgłosy napawały ją strachem. Stanęli przed skromną szopą pasterską, spowitą wieczorną mgłą.

Gościnni pasterze powitali ich serdecznie i szybko uporządkowali wnętrze dla zmęczonych podróżnych. Rozłożyli świeżą słomę, by mogli usiąść wygodnie, a Józef otrzymał chrust na ognisko, które miało wkrótce rozświetlić wnętrze ciepłym, przyjaznym blaskiem. Dzieci uśmiechały się, czując bezpieczeństwo i życzliwość gospodarzy. Zniknął strach na widok tylu obcych mężczyzn,  ustępując miejsca poczuciu spokoju i wdzięczności.

Starszy pasterz pojawił się w drzwiach z wąskim, brązowym dzbankiem. Rozlał jego zawartość do małych glinianych kubeczków. Podróżni wypili z wdzięcznością podarowane im mleko - jeszcze ciepłe, gęste, pełne zapachu owczego runa.

W domu dzieci nawet nie tknęłyby takiego napoju; Marcel twierdził zwykle, że „kozie mleko śmierdzi jakby koza sama go pilnowała w środku”. Teraz jednak o nic nie pytały. Zapach był podobny, nie miało znaczenia dla nich czy to koza czy owca, śmierdziało tak samo. Wstydziły się w takim otoczeniu narzekać czy marudzić. Podziękowały uprzejmie.

Jeden z pasterzy, barczysty i wesoły, dodał im odwagi. Delikatnie trącił Marcela w ramię i uśmiechnął się tak, jakby miał zaraz wywinąć jakiś kawał.

Rodzina siedzi przy ogniu w kamiennym pomieszczeniu. Starszy mężczyzna nalewa napój do kubków dzieci. Nastrojowa, ciepła scena domowa.

- Pij, chłopcze! - mrugnął. - Od razu odzyskasz siły. A jak wypijesz do dna, to nawet owca, od której to mleko pochodzi, będzie z ciebie dumna!

Gabi zachichotała cicho, a Marcel z tym swoim figlarnym uśmiechem, bo z natury był odważny i wesoły - trochę zawstydzony tym razem, a trochę rozbawiony dowcipnym komentarzem, uniósł kubeczek i wypił łyk, próbując nie skrzywić się zbyt wyraźnie.

Miriam, stojąca obok, uśmiechnęła się łagodnie widząc, jak dzieci przełamują swoją nieśmiałość. Jej spojrzenie było pełne zachęty, ale i taktu, jakby mówiła: „To dobrzy ludzie… jesteście tu bezpieczni.”

Józef również uniósł wzrok znad ognia. Zauważył minę Marcela po pierwszym łyku i, udając całkowitą powagę, dodał:

- Widzisz? Życie w drodze ma swoje smaki. Jedne są trudniejsze… (po chwili zerknął do kubeczka chłopca)… a inne, na szczęście, znikają szybciej niż myślisz.

Pasterze roześmiali się cicho. Jeden klepnął drugiego w ramię i powiedział półgłosem:

- Ten mały ma odwagę. Pierwszy łyk owczego mleka to dla wielu większa próba niż przeprawa przez góry!

Gabi, ośmielona całą atmosferą, uniosła swój kubeczek i ostrożnie powąchała mleko. Zaskoczona jego delikatnością, szepnęła:

- Wcale nie takie straszne…

Ale jedną ręką ścisnęła nos, a drugą przychyliła kubek do ust.

A Maryja, kładąc jej dłoń na ramieniu, odpowiedziała cichutko:

- Czasem to, czego się boimy, okazuje się darem.

Postacie siedzą wokół ogniska w drewnianej chatce, pijąc z glinianych kubków. Nocne niebo w tle. Ciepła, przyjazna atmosfera.

Ogień trzaskał w ciszy, a nad ich głowami zimowe niebo jaśniało pierwszymi gwiazdami. Atmosfera kolacji stała się lżejsza, cieplejsza - tak jakby wraz z tym jednym kubkiem mleka dzieci zostały naprawdę przyjęte do kręgu podróżnych.

Nadeszła pora nocnego odpoczynku. Pasterze wyruszyli do swoich owiec zostawiając naszą rodzinę w ciepłej szopie.

Dzień zakończyli wspólną modlitwą:

[Baruch ata Adonai, Eloheinu Melech ha-olam, asher kidshanu b’mitzvotav v’tzivanu lishmor et hanefesh v’la’anachot beshalom.]

 „Błogosławiony jesteś, Panie, Boże świata, który nas uświęcasz przy swoich przykazaniach i nakazujesz dbać o duszę i odpoczynek w pokoju.”

Każdy zwinął się na swoim posłaniu owinięty wełnianym kocem. Kiedy Marcel przekręcał się na drugi bok dostrzegł w świetle księżyca przenikającym do środka przez szpary w ścianach jak Miriam klęczy pochylona do przodu z rękami wzniesionymi do góry zatopiona w głębokiej modlitwie.

Józef też nie spał. Modlił się trochę inaczej.

Marcel naciągnął koc na głowę i szybko odpłynął w głęboki, zdrowy sen. Śnił mu się dzień pełen niespodzianek na Adwentowej drodze do Domu Chleba - z Nazaretu do Betlejem.


Psalmy od wieków towarzyszą ludziom w wędrówkach, ucieczkach, powrotach, nocach spędzanych „na uboczu”. Były modlitwą pielgrzymów, rodzin, wygnańców i tych, którzy nie mieli świątyni - tylko drogę.


Modlitwa w drodze psalmami polega na pozwoleniu, by Słowo Boga szło razem z nami, dokładnie tam, gdzie jesteśmy.


Kiedy spać nie możesz, powtarzaj słowa z Psalmu 3:

"Panie, Ty jesteś dla mnie tarczą... Kładę się, zasypiam i znowu się budzę, bo Pan mnie podtrzymuje. Wcale się nie lękam tysięcy ludu, choć przeciw mnie dookoła się ustawiają.... Tyś chwałą moją i Ty mi głowę podnosisz."


Prefer to read in English? You can find the English version here:


Komentarze


© 2025 przez theblessedword. Dumnie stworzony z Wix.com

bottom of page