Przemiana serca w ogrodzie duszy z Teresą z Ávili - od trąbienia na pokaz do zapachu serca dla Boga. Narcyz i Echo jako przestroga. List do Cassii
- Beata

- 9 mar
- 8 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 15 mar
Praktycznie od dwóch tygodni czuć wiosnę w Polsce. Wiosna to dla mnie początek prawdziwej przemiany - nie tylko w ogrodzie. Kiedy stoję zapatrzona w błękitne, rozświetlone słońcem niebo, myślę o przemianie serca, jaką opisuje Teresa z Ávili.
Przemiana serca to proces wewnętrzny, który prowadzi człowieka do głębszego poznania siebie i Boga. Nie dokonuje się ona jedynie przez zewnętrzne zmiany - dokładnie jak w przyrodzie, która budzi się najpierw w ogrzanej słońcem ziemi, w ukryciu - lecz przez stopniowe odnowienie myślenia, pragnień i postaw - też w ukryciu.

Przemiana serca otwiera drogę do życia w większym pokoju, wolności i miłości, bo życie zewnętrzne rodzi się z tego, co dzieje się w sercu.
Kiedy w te ciepłe dni wychodzę do ogrodu, sprawdzam, jak tulipany – z hildegardową siłą viriditas 🌿– przebijają się między kawałkami kory. Tu i ówdzie już widać listki narcyzów, które również wspinają się ku słońcu.
Dzisiaj ogarnął mnie jakiś szczególny sentyment… Zaczęłam przeglądać zdjęcia z zeszłorocznych spacerów w Kanadzie… I wróciły do mnie wspomnienia rozmów z Cassią (czasami piszę Kasja). A właściwie to napisałam do niej list.
Chcesz go przeczytać?
A może to ty jesteś tą Cassią dzisiaj?
🌸🌿🌸Dowiedz się kim jest dla mnie Kasja/ Cassia w tym wpisie:
Może i w tobie obudzi się chwila refleksji i zajrzysz do prawd, które nosisz w swoim sercu. Bo jak mówi Pismo, Księga Ezechiela 36,26:
„I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza; odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała.”
Wiedza wyrasta z biblijnych zasad, a mądrość rodzi się z ich stosowania.
Przemiana serca - od przedsionka do głębi: komnaty Teresy z Ávili
Droga Cassio!
Odkąd w Polsce świeci słońce i obserwuję codziennie, jak budzi się świat roślinny, nie mogę przestać myśleć o tobie. Wyjęłam zdjęcia z naszych kanadyjskich spacerów.
Pamiętasz te maleńkie, białe narcyzy z czerwoną kropeczką w środku?
Kiedy spotkałyśmy je najpierw na spacerze w lesie nad Huron, pochylałaś się nad nimi i mówiłaś, że wyglądają jak małe rany, które krwawią tak obficie, że odbiją się od bieli płatków. A później, kiedy wypatrzyłyśmy je również w jakimś miejskim ogrodzie, to cieszyłyśmy się jak dzieci. To był taki cukiereczek kwiatowy dla mnie, a pewnie i dla ciebie, bo tak bardzo je polubiłaś!
Znowu podchodziłaś bliżej, żeby poczuć ich zapach. Subtelny. Głęboki. Jak modlitwa szeptana sercem. Nie potrzebowałyśmy słów wtedy.

Albo te żółte żonkile, które nie wiadomo skąd wyrosły w twoim ogródku! Wielkie, promieniste - niczym słońce - otwarte na oścież z wielką trąbką w środku, przypominającą megafon oznajmiający: "Patrzcie na mnie!"
Wtedy jednak wystarczyło szybkie "Wow!" i szłyśmy dalej.
Czasem my też tak robimy, powiedziałaś - trąbimy na zewnątrz o tym, co nosimy w sercu, edytujemy siebie w socialach, w rozmowach, w spojrzeniach innych, żeby wyglądało idealnie.
Tymczasem Pismo mówi:
„Strzeż swego serca bardziej niż wszystkiego innego, bo z niego tryska źródło życia”.
Bóg nie czyta naszych profili (ale na pewno je widzi 😃) - On patrzy w serce na to, jaką mamy intencję.
Jemu nie chodzi o ciszę, tylko o autentyczność.
Można mieć trąbkę, można głośno mówić - ale w prawdzie - bez maski, bez ciągłego sprawdzania: „czy nimfy patrzą? czy lajki lecą?”.
Więc pójdźmy dzisiaj jeszcze raz przez komnaty serca razem z Teresą z Avila, to takie wiosenne przypomnienie - otwieramy okna i wierzymy dom - duszę. 😃
Pierwsze komnaty - Dusza pełna hałasu, zgiełku i pragnienia widoczności
Teresa z Avila powiedziała o pierwszych komnatach:
„Dusze w tych komnatach jeszcze nie rozumieją, że nie idzie o to, by błyszczeć, ale by dać się przemienić.”
Jak żółte narcyzy - rozłożyste, pełne blasku, energii, czasem nawet rywalizacji o słońce - tak dusze żyjące w pierwszych komnatach - są bardziej świadome siebie niż Boga. Pragną być dostrzegane, doceniane, lubiane. Modlą się często „do siebie”, a nie „w sobie”.
Pamiętasz, rozmawiałyśmy, jak to żółte narcyzowe muszę - być super, muszę - wszystkim zaimponować, muszę - wyglądać na silną - uleciało jak echo tego, co już nie jest ważne, kiedy oświetlone prawdą - cichą, stopniową, delikatną. Potoki kłamstw przestają z taką siłą huczeć w uszach.

Minęły bezsenne noce ze strachu "co ludzie pomyślą”, kiedy wrzuciłaś na IG fotkę twojego nowego obrazu lub kiedy ja napisałam zwariowany artykuł!
Ten etap, gdzie duchowość może być pozorem, modlitwa - spektaklem, relacje - układem - zaczyna mijać i stajemy się bardziej otwarte i radosne. Choć to zewnętrzne piękno przyciąga wzrok, to jego zapach nie nasyca.
Cieszę się, Cassio, że też to czujesz, że przestałaś być taka samodzielna i zawstydzona i mówisz mi wprost o tym, co przeżywasz. Nie boisz się już podzielić odmienną opinią.

Środkowe komnaty - dusza staje się świadoma własnych masek
„Tu wchodzimy do pokoju, w którym nasza iluzja się kończy. Prawda staje się lustrem, ale też mieczem.”
Tutaj dzieje się coś niezwykle bolesnego, ale koniecznego. Jakby narcyz - żółty, zewnętrzny - spojrzał w lustro i zobaczył pęknięcie. Dusza coraz częściej zaczyna widzieć siebie w prawdzie - tej, która boli, ale prowadzi do przemiany. Widzi, jak bardzo była zajęta sobą, jak wiele reakcji wynikało z lęku, z potrzeby kontroli, ze zranienia.
A Teresa pisze, że w głębszych komnatach już nie chodzi o to, żeby nas widziano i oklaskiwano. Wystarczy nam świadomość, kim jesteśmy.
„Dusza, która pozwoli Bogu oczyścić się z iluzji, pozna prawdę - i ta prawda będzie dla niej drogą, a nie ciężarem.”
Ja widzę, jak tam wchodzisz, Cassio, czasem powoli, potykając się, ale wchodzisz. Jestem z ciebie taka dumna i wzruszona, bo masz już w sobie coś, co ja sama dopiero zaczynam rozumieć.
Stajesz się milcząca, bo już nie chcesz być tą najjaśniejszą w grupie. Nie rozsadza cię, żeby dać mądrą odpowiedź. Ale inni i tak garną się do ciebie, jak muchy do miodu, bo widzą światło, które cię przemienia, bo czują energię, która napełnia ich pokojem. To ty, Cassio, rośniesz i kwitniesz jak piękny, pełen sił życiowych kwiat na wiosnę!
Pachniesz tym swoim jedynym zapachem, którym Bóg cię napełnił. Ja też go czuję i czerpię z twojej mądrości.
To jest właśnie ten moment, w którym pojawiają się białe narcyzy. Ich obecność jest subtelna. To dusze, które zaczęły smakować ciszy. Uczą się być pachnące… nie dla ludzi, lecz dla Boga.
Komnaty głębokie - dusza staje się zapachem
Białe narcyzy z czerwonym środkiem wydają się tak kruche, że silniejszy podmuch wiatru może je złamać…ale nie, one niosą zapach. Są symbolem duszy, która pozwoliła się poprowadzić przez cierpienie, ogołocenie, przez poznanie prawdy o sobie, aby wzrastać.
Czerwony środek - jak serce przebite, przypomina miłość, która przeszła przez ogień oczyszczenia.
To dusze, które nie chcą już „mieć racji”, lecz chcą „być w Prawdzie”. Przestają kontrolować, przestają walczyć. Wchodzą w miłosną zależność od Boga - a nie w duchową niezależność od ludzi.
„Miłość i prawda bolą, ale tylko one mogą wyzwolić duszę do pełni.”

Wielka komnata - zaślubiny duszy z Oblubieńcem
To miejsce, gdzie pachną już tylko białe kwiaty. Tam, gdzie dusza nie musi być silna, poprawna, wystarczająca. Tam, gdzie prawda nie przeraża, lecz koi. Gdzie miłość nie potrzebuje widowni.
Dusza nie błyszczy, ale promieniuje światłem cichym i spokojnym. Nie mówi, ale oddycha obecnością Boga, a z tej ciszy rodzi się pokój, który inni potrafią odczuć, nawet bez słów.
To biały narcyz z czerwonym sercem tętniącym miłością. On kwitnie w ukryciu jak wiele świętych osób, o których świat nic nie wie.
Pan Jezus powiedział Alicji Lenczewskiej:
„Nie bój się zobaczyć siebie taką, jaką jesteś, bo tylko taką mogę cię pokochać naprawdę.”

Narcyz i Echo jako przestroga
Cassio, pamiętasz mit o Narcyzie?
On wiedział, że jest obserwowany przez Echo, przez nimfy, przez wszystkich. To było dla niego najważniejsze: ten społeczny image, to bycie podziwianym, bycie w centrum spojrzeń.
Patrzył w lustro wody i kochał to, co widział. Ale nie wiedział, czy nie chciał wiedzieć, że to było tylko odbicie. W końcu ta pogoń za spojrzeniami innych doprowadziła go do kompletnej pustki. Więdnął w sobie bez prawdziwej relacji ze sobą, z ludźmi, z Bogiem.
Echo z kolei… ona została tylko echem cudzych słów. Też pustka.

Echo - ta, która została tylko echem cudzych słów
Echo była kiedyś piękną górską nimfą, gadatliwą i pełną życia. Uwielbiała rozmawiać, śpiewać, opowiadać - jej głos wypełniał lasy i góry. Ale wpadła w kłopoty z Herą (Juno).
Hera odkryła, że Echo pomaga Jowiszowi w ukrywaniu jego zdrad - zagadywała boginię, żeby ta nie zauważyła, co robi jej mąż. W gniewie Hera ukarała Echo najokrutniej, jak potrafiła: odebrała jej własny głos.
Od tej pory Echo mogła tylko powtarzać ostatnie słowa cudzych zdań. Nie mogła już wyrazić siebie. Nie mogła powiedzieć: „kocham cię”, „potrzebuję cię”, „jestem tu”. Mogła tylko odbijać to, co ktoś inny powiedział wcześniej - jak puste echo w dolinie.
Potem zobaczyła Narcyza.
Zakochana w nim od pierwszego wejrzenia, podążała za nim w milczeniu, czekając na swoją szansę.
Kiedy wreszcie Narcissus ją zauważył i zawołał: „Czy jest tu ktoś?”, ona mogła odpowiedzieć tylko: „Jest tu ktoś… ktoś…”. Kiedy on mówił: „Chodź tu!”, ona powtarzała: „Chodź tu!… tu!…”.
On - dumny i zimny - odrzucił ją brutalnie: „Wolę umrzeć niż należeć do ciebie”.
Zdesperowana Echo powtórzyła tylko: „należeć do ciebie… do ciebie…”. Zraniona do głębi, wycofała się w lasy. Jej ciało zaczęło więdnąć z tęsknoty i bólu - bladła, chudła, aż w końcu zniknęła zupełnie.
Został tylko jej głos. Echo stała się echem - czystym powtórzeniem cudzych słów, bez własnej treści, bez własnej duszy. Pustka. Całkowita pustka.
To jest ten aspekt, który tak mocno kontrastuje z Narcyzem: on umiera z miłości do własnego odbicia - fałszywego obrazu siebie, ona - z miłości, której nie mogła nawet wyrazić własnymi słowami.
Oboje kończą w pustce, ale na odwrotne sposoby. Narcissus – zamknięty w sobie, odcięty od innych. Echo - całkowicie oddana innym, ale bez siebie.
Żadne z nich nie miało prawdziwej relacji: ani z sobą, ani z drugim człowiekiem, ani (w sensie mitu) z bogami w pełni.
Oboje stali się symbolem samotności - on jako kwiat, ona jako głos bez ciała.

I dzisiaj znowu zadaję sobie pytania:
🌿Którym narcyzem jestem ja - tym żółtym, widocznym, lecz pustym… czy białym, niepozornym, ale pełnym zapachu autentyczności? A może jestem tylko echem?
🌿Czy boję się zobaczyć prawdę o sobie?
🌿Czy moje relacje to walka o rację… czy zaproszenie do prawdy?
A ty? Co ty myślisz? Czy warto iść na spacer przez wiosenny las z Teresą z Avila?
🌸🌿🌸Poczytaj więcej o moim spotkaniu z małą Tereską, świętą od małych kroków:
Nie spiesz się. Teresa z Ávila by powiedziała: idź powoli, z pokorą, a Teresa z Lisieux - idź małymi krokami. Ja po prostu powiem: widzę cię. Czuję ten zapach. I bardzo mi na tobie zależy.
Jak będziesz chciała pogadać o tym, co w tobie teraz „trąbi” na zewnątrz albo co boli w środku - pisz. Możesz tylko przysłać emoji trąbkowego narcyza albo po prostu serce - ja będę wiedziała. Jestem. Jestem dla ciebie, Cassio.
Kocham cię i codziennie modlę się, żebyś nie bała się żyć w Jego Prawdzie - bo w niej jest wolność i prawdziwy zapach życia. 🌺🤍🌿
Blessings & Hugs
BE🌺🤍

Notka o św. Teresie z Ávili (dla nowych czytelników):
Św. Teresa z Ávili (1515–1582) była hiszpańską mistyczką, reformatorką zakonu karmelitanek i jedną z trzech kobiet ogłoszonych Doktorami Kościoła. Jej dzieło „Twierdza wewnętrzna” to duchowa mapa ludzkiej duszy, opisująca siedem komnat, przez które przechodzi dusza w drodze do zjednoczenia z Bogiem. Teresa uczy, że prawdziwa modlitwa i relacja z Bogiem prowadzą przez poznanie prawdy o sobie - nawet jeśli boli.
Highlights z „Twierdzy wewnętrznej”:
🌱Komnaty pierwsze: dusza jest jeszcze przywiązana do świata i złudzeń, nie rozróżnia jeszcze iluzji od prawdy.
🌱Komnaty środkowe: etap wewnętrznego zmagania, oczyszczenia, odkrywania własnych masek i ran.
🌱Komnaty głębokie: dusza pokorna, otwarta, przechodzi przez noc ducha, ale zaczyna naprawdę słyszeć Boga.
🌱Zaślubiny duchowe: zjednoczenie duszy z Bogiem, pełne miłości, pokoju i wolności.
Św. Teresa z Ávili pokazuje drogę prawdziwej duchowej przemiany:
„Im dusza głębiej poznaje siebie, tym bardziej widzi, że nie ma czym się chlubić, a jednocześnie bardziej ufa Miłosierdziu Boga.”
W poniższym wpisie dzielę się krótko swoim doświadczeniem na moich ścieżkach wiary i Jego śladami łaski:
Dziękuję, że doczytałaś do końca. Błogosławionego dnia.🌺🤍






Komentarze