Codzienna podróż do życia w pełni i świętości pod spojrzeniem Maryi - List do Cassii

Zaktualizowano: 2 dni temu
Podróż do życia w pełni i świętości
Droga Cassia... Kasjo... Cassio
Praca nad sobą jest niezbędnym aspektem rozwoju osobistego. Aby żyć dojrzale i w pełni, każdego dnia dokonujemy wyborów, podejmujemy walkę - najczęściej ze sobą. Inaczej wygląda to zmaganie w przepracowaniu tylko psychologicznym, inaczej, gdy oddajemy je Bogu na modlitwie.
Czy można te aspekty oddzielać od siebie? Czy nie lepiej je połączyć i oddać Jezusowi przez wstawiennictwo Maryi? Ważna jest modlitwa, ale człowiek to też psychika.
Psyche a dusza, życie wewnętrzne i to, co czyni nas ludźmi
I znowu zapytam, teraz ciebie, a nie tylko samą siebie.😊💛Cassia, czy można oddzielić od modlitwy pracę nad sobą ?
Warto pamiętać, że człowiek nie jest wyłącznie duchem, który zwraca się do Boga. Ma również psychikę - swoje emocje, pamięć, sposób myślenia, zranienia, potrzeby i relacje.
Wszystko to wpływa na to, jak kocha, jak podejmuje decyzje i jak przeżywa swoją wiarę.
Samo słowo psyche pochodzi z greki. W języku starożytnych Greków oznaczało życie, oddech, a także duszę - to, co ożywia człowieka. Nie jest jednak dokładnym odpowiednikiem współczesnego słowa „psychika”, a jego znaczenie zależało od kontekstu.
Biblia pokazuje to bardzo pięknie. W Starym Testamencie hebrajskie słowo nefesz (נֶפֶשׁ), często tłumaczone jako „dusza”, może oznaczać żywą istotę, życie, a nawet całego człowieka. W Księdze Rodzaju czytamy, że Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia i człowiek stał się istotą żyjącą (Rdz 2,7).
W Nowym Testamencie greckie psychē (ψυχή) również oznacza nie tylko duszę w wąskim, religijnym rozumieniu, lecz także życie i wewnętrzne „ja” człowieka - jego uczucia, pragnienia i doświadczenia. Jezus sam mówi (Mt 26,38):
„Smutna jest moja dusza aż do śmierci”
To ważne: Jezus nie omija ludzkiego cierpienia ani nie udaje, że emocje nie istnieją. Dlatego modlitwa i troska o psychikę nie muszą ze sobą konkurować. Możemy przynosić Jezusowi nasze rany, a jednocześnie uczyć się je rozumieć, rozpoznawać własne reakcje i korzystać z mądrej pomocy.
Łaska nie odbiera nam człowieczeństwa, pomaga nam przeżywać je coraz pełniej. Oddając się Jezusowi przez Maryję, nie musimy wybierać między rozwojem osobistym a świętością. Możemy pozwolić, by Bóg obejmował swoją miłością całe nasze życie: to, co kruche, i to, co w nas czeka na rozkwit.
O tym, co jest trudne w naszym życiu, co się połamało, pogubiło, co kłuje jak kolece róży, co wymaga naprawienia - pamiętamy w modlitwie prośby i czasami dziękczynienia. Ale i to, co jest piękne i potrzebuje rozwoju - jak każda roślina, która rozkwita i z pąka zamienia się w pełny, otwarty kwiat przynoszący nasiona i owoce - hmmm - co robimy z tą częścią nas? W Liście do Filipian 4,6 św. Paweł poleca:
„O nic się już nie martwcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!”
Cassia, wiem, wdzięczność w każdym położeniu nie jest łatwa, ale to tylko do czasu, kiedy zwycięża "człowiek wewnętrzny." (2 Kor. 4,16) Całość - pełnia - integracja to jest to wszystko, co się dzieje, gdy rozproszone kawałki człowieka zaczynają znów do siebie należeć.
Te części, które chowamy, rany, które nosimy, tęsknoty, których nigdy do końca nie nazywamy, Jung nazywał cieniem. Człowiek jednak nie składa się tylko z cienia czy grzechu. Ma w sobie dary duchowe – talenty do pomnażania, łaski do życia na co dzień, zalety… Wszystko razem tworzy człowieczeństwo.
Świętość to ten sam człowiek, który dokonuje wyborów, bo ma wolną wolę, ale oddaje się całkiem Bogu.
Większość z nas goni za jednym albo za drugim - za życiem w pełni w rozwoju osobistym lub świętością. A czy trzeba je rozdzielać? Droga z Maryją trzyma jedno i drugie. Pod Jej spojrzeniem ta praca ma inny smak. Prowadzi do dojrzałości.
Maryja nie jest ideałem stojącym wysoko ponad nami, ale Tą, która już przeszła cały wewnętrzny krajobraz ludzkiego życia i pozostała cała, „pełna łaski”. W Niej widzimy, jak łaska wygląda, gdy przyjmuje ciało i staje się Matką.
Carl Jung całe życie kreślił mapę cieni duszy i powolny ruch ku temu, by stać się sobą.
Alicja Lenczewska otrzymała, w języku mistycznej rozmowy, ten sam teren oświetlony obecnością Chrystusa i Jego Matki. Ich głosy spotykają się tutaj: uważność psychologa i cicha pewność mistyczki, że uzdrowienie przychodzi tylko w relacji. Razem otwierają ścieżkę, która jest zarazem głęboko ludzka i całkowicie chrześcijańska – ścieżkę, którą pierwsza przeszła wyjątkowa kobieta, w której boskość i człowieczeństwo spoczęły w pełni.
Podróż do życia w pełni i świętości to wyzwanie na każdy dzień, to smakowanie życia pod opieką czułej Mamy, która zna lepsze trasy, przejścia, skróty czy bezpieczne ścieżki. Czy potrzebujesz walizkę? Raczej nie. 2 Koryntian 4,16
„Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień.”
Pełnia i świętość pod spojrzeniem Maryi - uzdrawiający balsam dla naszej wewnętrznej rozbitej całości
W wielu orędziach Matka Boża zapewnia każdego z nas indywidualnie o obecnym czasie łaski oraz pilnej potrzebie poświęcenia się Jezusowi za Jej wstawiennictwem. Orędzia Maryi zostały przekazane nam dla pouczenia i wskazania drogi wiodącej do całkowitego zawierzenia.
Mama Maryja czeka na nas w tych chwilach, gdy ból naszej duszy nie domaga się odpowiedzi, lecz ramion, które nas obejmą. Gdy nie szukamy już wyjaśnień, lecz obecności, ufamy w Jej pomoc, ofiarujemy się każdego dnia. Szukamy Matki.
🌸 Kobiety, która zna cichy ból poddania się.
🌸 Serca przebitego, a jednak spokojnego.
🌸 Oczu, które płakały, ale nigdy się nie odwróciły.
🌸 Duszy ukrytej, a jednak pełnej.
Maryja jest pamięcią, która stała się ciałem. Jest łonem Bożej czułości, pierwszym i najprawdziwszym zwierciadłem tego, kim mamy się stać - ludźmi pełnymi i świętymi.
Jung powiedział kiedyś:
„Największym ciężarem, jaki musi nieść dziecko, jest niezrealizowane życie rodzica”.
Maryja jest jednak przeciwieństwem tego obrazu. Jej życie zostało przeżyte w pełni i zaprasza nas, byśmy również przeżyli własne. Nie w reakcji na zranienia, lecz w odpowiedzi na miłość.
W mistycznych słowach Alicji Lenczewskiej słyszymy echo tego odwiecznego macierzyństwa: „Nie jesteś sama. Trwam przy tobie. Prowadzę cię. Uczysz się miłości przez to, co przeżywasz”. Ta droga pomaga nam się przemieniać.
A każda cnota, którą ucieleśniała Maryja, jest uzdrawiającym balsamem dla naszej wewnętrznej, rozbitej całości.
Maryja formuje serca w Swoim Sercu wypełnionym Bożą miłością. Cnoty, które ukazuje, są jak drzwi zawsze otwarte - do dojrzałości, wolności i duchowej mocy. Św. Paweł wyjaśnia w 2 Koryntian 4,16:
„Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień.”

Taką postawę przyjęła Lidia z Tiatyry, o której przeczytasz w Dziejach apostolskich i we wpisie pt.
Alicja Lenczewska słyszała od Jezusa: „Trwaj w miłości i pokoju z Maryją… Bądź bezpiecznym portem dla każdego zbłąkanego serca. Przygarniaj, uciszaj Moim pokojem w tobie”. Zawierzenie Maryi sprawia, że w nas rodzi się pokój, który nie zależy od okoliczności zewnętrznych. Jezus mówił do niej: „W tobie ma być Mój Pokój i Moja Miłość”.
To echo fatimskiej obietnicy - pokój zaczyna się w sercu, które staje się „żywą nadziei krynicą” dzięki Maryi. Pokój jest też owocem życia w pełni i świętości pod spojrzeniem Maryi.
Jesteś gotowa na taką podróż? A może jesteś już na jasnej, drodze, którą idziesz radośnie od wielu lat?
Niezależnie od tego, w którym miejscu jesteś, pójdźmy razem.
Nie po to, by się nawzajem poprawiać, ale by się wspierać. By dzielić się tym, co pomaga nam wzrastać, i dodawać sobie odwagi, gdy droga staje się trudniejsza.
Każda z nas niesie własną historię. Każda ma w sobie miejsca, które potrzebują uzdrowienia, i dary, które czekają na rozkwit. Zawsze jest miejsce na rozwój, on nigdy się nie kończy... i może w tym tkwi jego piękno i dynamika życia? Możemy uczyć się od siebie nawzajem, dostrzegać dobro, którego same czasem nie widzimy, i przypominać sobie, że Bóg nie przestaje w nas działać.
Podążajmy razem z Maryją ku większej wolności serca, pełni człowieczeństwa i świętości, która wyrasta z miłości.
Bo czasem właśnie dzięki drugiej kobiecie przypominamy sobie, kim jesteśmy i kim możemy się stać w Bogu.
Pozdrawiam cię, Cassio, z całego serca 💛i dziękuję, że jesteś ze mną tutaj.
Blessings & Hugs,
BE 💕
P.S. Kasjo, Cassio, Cassia - nie zmieniam formy twojego imienia na polską Kasję, może kiedyś naniosę takie poprawki, chociaż… może w niektórych postach już są - w zależności od tego, kogo mam przed oczyma, kiedy piszę. Kocham ten dźwięk, to brzmienie twojego imienia. Kryje się za nim ta pełnia ofiary i uwielbienia Boga - tajemnica unosząca się z zapachem kadzidła. Jesteś niezwykłą kobietą. Zostań nadal taka niezwykła w małych rzeczach codzienności… i w wielkich - też. 💛
Gdzie próbuję wpasować się w cudzą definicję kobiecości – zamiast być sobą? Czy moje ciało to dla mnie dom - czy pole bitwy? Co dziś w sobie rodzę - i czy daję sobie na to zgodę? Błogosławieństwa kobiecości - na drogę i do kuchni
„Czy w relacjach chodzi o prawdę, czy o rację?” Jakby jedno wykluczało drugie. Nie tylko to pytanie dotykało głębi jej serca. Co dalej? Czytaj wpis
Rzadko kiedy, gdy w życiu padam jak długa, czuję się przytulona przez Abba, Ojca. Zazwyczaj pojawiają się analiza, zawstydzenie, szybka próba ogarnięcia się i bieg dalej. Nie ma czasu na rozczulanie się nad sobą. Są ważniejsze sprawy. Zawsze są ważniejsze sprawy.
I invite you, Cassia, to a deeper journey - a path toward becoming whole.




Komentarze